|
Blog > Komentarze do wpisu
"Pieprznie i szafranno, moja mościa panno"
Dziś korzennie, a więc u mnie także piernikowo. Ten weekend przypadłby do gustu naszym XVI i XVII-wiecznym przodkom, którzy córki swe uczyli powiedzenia "Pieprznie i szafranno, moja mościa panno", gdy przymierzały się do nauki gotowania. Polska była wtedy krajem zamożnym, i dotyczy to wszystkich wartstw społecznych. W XVI wieku zaczęto sprowadzać do nas cukier, przyprawy, migdały, ryż, cytryny i pomarańcze, wina włoskie i francuskie. I rzuciliśmy się na te korzenie, przyprawialismy wszystko zbyt obficie. Często powodował naszymi przodkami zwykły snobizm. To u nas wtedy panowała najostrzejsza kuchnia w Europie. Ulrich von Werdum podróżujący po Europie napisał o polskiej kuchni "Soli i korzeni żaden naród nie używa tak obficie. Dlatego nie stawiają solniczki na stół". Mięso przyprawiano m.in. imbirem, gałką muszkatołową, szafranem, goździkami, cynamonem, papryką, kaparami, cukrem, winem, octem, sokiem. Cudzoziemcy uskarżali się na nasze ostre jedznie. Tracili apetyt po spróbowaniu naszych pięknie prezentujących się dań, za to polska szlachta zachwycała się ilością przypraw i sobie ich nie żałowała. "... wszystko było zgotowane w guście narodowym i prawie wywarzone w szafranie i korzeniach. Dwie tylko kuropatwy, po francusku przyprawione, zdały się dla królowej" (mowa o Marii Ludwice przybyłej do Polski w 1646r.). "Nie żałuje goździków, pieprzu i faryny, Czego do każdej, a cóż śmierdzącej zwierzyny, Trzeba, sypie, o cudzej nie myśląc szkatule. Doda octu, powidła, dostatek cebule, Włoży w to i sól i drwa, że więcej niż kopa wyleci mu z kalety..." Wacław Potocki "...Pieprzu, szafranu pełne, dostatek korzenia, Cytryn, migdałów, cukrów, uciecha jedzenia..." Stanisław Jeżowski No, a ja zrobiłam imbirowe pierniczki. Przepis znaleziony w internecie. Troszkę przeze mnie zmieniony - dodaję więcej masła, inaczej ciasto jest zbyt kruche, niejednolite. Dodaję prawdziwy miód i muscovado. Nie zostawiam cukrów i miodu samych, by przestygły, bo by z powrotem zastygły. Piekę w wyższej temperaturze. A poza tym wszystko, jak w przepisie. Pierniczki faktycznie wspaniałe w smaku. Anay zrobiła u siebie bardzo ładne ich zdjęcia, czym mnie zresztą zachęciła do tego, by spróbowac je upiec. Piekłam je już w tym tygodniu dwukrotnie i widzę po tempie znikania, że nie po raz ostatni. Dzięki, Anay. :-) http://www.gotowanie.wkl.pl/przepis38791.html
Imbirowe pierniczki 1/2 kg tortowej mąki 200 g miodu 100 g cukru pudru 100 g cukru muscovado 150 g masła 1 jajo 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1 przyprawa do piernika, polecam Kotanyi 1 czubata łyżka suszonego imbiru W garnuszku rozpuściłam cukry, miód i przyprawy. Potem dodałam do nich masło w kawałkach, rozpuściłam je i zagotowałam całość. Wyniosłam na balkon, żeby szybko stygło. Makę przesiałam z proszkiem. Zrobiłam w niej dołek. Wlałam zawartość rondelka, gdy uzyskała letnią temperaturę. Dodałam jajko i wyrobiłam jednolite, plastyczne, piegowate ciasto. Podsypując leciutko mąką rozwałkowałam je, wycięłam ciasteczka. Upiekłam w 180 stopniach, każdą partię przez ok. 15 minut. Po kolorze poznawałam, że są już gotowe do wyjęcia. Na początku są oczywiście jeszcze elastyczne. Twardnieją, gdy ostygną. Ważne, żeby stygły na płaskiej, równej powierzchni. Są pyszne, pięknie pachną, chrupią. Gdy tylko ostygną, to chowam je do szczelnie zamkniętego słoika. Nie wiem, ile czasu mogą leżeć. Wszysto przez moje dzieci. Najstarszy miał trzy dni...
piątek, 28 listopada 2008, krokodyll8
|
© Wszystkie zamieszczone materiały na tej stronie są moją własnością. Kopiowanie, powielanie bez mojej zgody jest zabronione. |