Blog > Komentarze do wpisu

Granita dla Salva

Komisarza Salva Montalbano już niektórzy z Was znają. Zamieszkał w książkach autorstwa Andrei Camilleri i przyciąga do siebie coraz większe rzesze czytelników. Rozwiązuje zagadki od niechcenia, nos go nigdy nie zawodzi, przypadki mu tylko sprzyjają, do wielu rozwiązań dochodzi drogą kojarzenia i łączenia ze sobą dalekich zdawałoby się faktów. Przy tym jest humorzasty, bywa choleryczny, gburowaty i złośliwy, boi się swojej narzeczonej, no czuje do niej respekt i chyba dlatego trzyma się od niej na dystans. ;-)) Jest w nim jednocześnie dużo sympatii do ludzi, wyrozumienia i uczuć (nie tylko tych gwałtownych). Mieszka sobie ten komisarz samotnie, w domku nad morzem. Uwielbia czytać książki, za babami się nie ogląda, ale za jedzeniem tak i to jak!

Lubię w tych opowieściach to, że są takie włoskie, czuć w nich klimat tego kraju. Te występujące w nich  typy i typki ludzkie, które wchodząc w interakcje tworzą wiele skandalicznych, ale i zabawnych sytuacji, które knują, broją, ulegają ludzkim słabościom i postępują bardzo niecnotliwie. I te kobiety młode, lekkie, swawolne, niezwykle kuszące oraz te starsze, godne zaufania - taki męski i włoski (czy tylko?) punkt widzenia. ;-))Historie te mają swój smak i są bardzo relaksujące. Natomiast intrygi są niedosmaczone, już w połowie powieści wiemy, jaki będzie koniec, a potem rozwiązanie potrafi się ciągnąć przez dwa rozdziały. To chyba też jest takie włoskie, autorowi i czytelnikom się nie spieszy. ;-))

Komisarz bardzo lubi odwiedzać dwa miejsca - kawiarnię "Castiglione" i gospodę "San Calogero". Ubóstwia też być zapraszany i jeść smakołyki przygotowywane przez panie domu. U mnie też by chętnie gościł, ale nie chciałby, żebym go częstowała rybą, bo mieszkam w środku kraju, z daleka od czystych rzek czy morza, więc nie ryzykowałby. Taki on już jest. ;-) Bardzo zachowawczy w tych sprawach. ;-))) W domu jego bywa gosposia Adelina, która dba o porządek  tego bałaganiarza, jakim jest Montalbano i dba o jego podniebienie szykujac mu m.in. makarony i ryby. Gosposia ta ma jedną wadę, nigdy nie odbiera telefonu, bo to wg niej przynosi pecha, więc jedzenie czeka, niestety, w lodówce.   

Salvo Montalbano bardzo lubi smażone, świeże ryby, które są tak świeże , że po zjedzeniu pływają w brzuchu, i nie pije jeszcze długo kawy, żeby nie zgubić ich smaku. Dobre przystawki ujmują mu złe myśli, domowy chleb lubi jeść leżąc na trawie, po dobrym posiłku najbliższe chwile rysują mu się różowo i nie dzwońcie do niego nigdy, gdy akurat pogrzewa sos koralowy do spaghetti!  Nie pogardzi żadnym zaproszeniem na poczęstunek, no z jednym wyjątkiem, odmówiłby, gdyby gospodyni "radziła sobie z gotowaniem, jak dzieci (jeśli coś takiego można nazwać gotowaniem), które mieszają w jednym naczyniu kawałki chleba, cukier, paprykę, mąkę i co tylko mają pod ręką, a potem ci to podsuwają twierdząc z powagą, że przyrządziły ci smaczne danie".  

Najbardziej smakowity opis dania spotkałam w opowiadaniu "Pomarańczki komisarza Montalbano". Po ostrej kłótni ze swoją narzeczoną Livią czekało komisarza samotne przywitanie Nowego Roku. Zaproszenia od różnych osób posypały się, ale Montalbano nie miał nastroju na witanie Nowego Roku w towarzystwie służalczego doktora Lattese albo na spotkanie rodzinne, bo nie widział w takim spotkaniu dla siebie miejsca, nie miał też ochoty na poznawanie u starych znajomych nowych ludzi i na zaprzyjaźnianie się, bo to nie był na to dobry moment. Nie miał też zamiaru iść do restauracji, gdzie "mogą cię otruć zwykłym kotletem z garstką gotowanych jarzyn." Ponieważ przepadał za jedzeniem w samotności szykował mu się samotny wieczór, gdy nagle otrzymał zaproszenie od swojej gosposi Adeliny, prywatnie matki dwóch młodych rozbójników przebywajacych przeważnie za kratkami, ale w tym dniu będących na wolności. Nawet towarzystwo tak podejrzanych typków, nie zniechęciło komisarza do odmowy, skoro na stół miały być podane pomarańczki. "Jadł je tylko raz, ale ich wspomnienie zakodowało się z pewnością w jego DNA i stało się genetycznym dziedzictwem. Adelina przeznaczała dwa dni, pracując od rana do wieczora, żeby to danie przyrządzić. Przepis na nie znała na pamięć. Dzień wcześniej trzeba przygotować jednakowe porcje chudego mięsa, cielęcego i wieprzowego, które musi się gotować na bardzo wolnym ogniu razem z cebulą, pomidorami, selerem, pietruszką i bazylią. Następnego dnia gotuje się ryż, jak na risotto, ale koniecznie bez szafranu, wysypuje się go na stolnicę, miesza z jajkami i studzi. Jednocześnie gotuje się groszek, robi sos beszamelowy i kroi na kawałeczki plasterki salami, a potem wszystko to miesza się z tamtym chudym mięsem posiekanym ręcznie. Wywar z mięsa dolewa się do ryżu. I wreszcie bierze się porcję ryżu na dłoń, jak płaską muszlę, i układa na środku łyżkę farszu mięsnego, a potem przykrywa drugą porcją ryżu, tak by utworzyć foremną kulkę. Każdą kulkę obtacza się w mące, a potem w białku i tartej bułce. Na koniec wszystkie "pomarańczki" wkłada się do naczynia z wrzącą oliwą i przyrumienia tak długo, aż nabiorą koloru starego złota. Osusza się je na papierze. I wreszcie zjada ku chwale bożej!"

Miałam przyrządzić te pomarańczki, ale chorowałam i było to dla mnie zbyt trudne zadanie na tę chwilę. Kiedyś spróbuję, bo kusi. Wspomnę jeszcze czym Andrea Camilleri częstował komisarza, a będzie to długa lista, nie wiem, czy ktoś doczyta do końca ;-))): bakłażany zapiekane z makaronem i tartym serem, sola, dorsz z wody przyprawiony oliwą, okoń morski, przystawka z ośmiorniczek, barweny w ostrym sosie, gotowane ośmiorniczki przyprawione solą, czarnym pieprzem, czosnkiem, cytryną i natką, makaron z brokułami, pieczeń z kózki z ziemniakami, sardynki w zalewie, sałatka z sardeli, makaron spaghetti z sosem koralowym przyrządzonym z jajeczek langusty, gotowane dorsze z dwoma listami laurowymi, posypane już na talerzu solą, pieprzem i polane oliwą Pantellerii, makaron z sosem "żywy ogień", makaron z roladą (zawinięte płaty mięsa z jajkiem na twardo, kiełbasą i kawałkami owczego sera w środku), cienki makaron w sosie z homarów, filety z ryby guatto, owczy ser, talarki z cukinii, morszczuk w sosie sardelowym z octem, pajda domowego chleba polanego oliwą, posypanego solą, pieprzem i owczym serem, makaron z sosem kiełbasianym, ciepłe rogaliki, rurki z kremem, rożki, mrożona kawa, kogel-mogel, granita, cassata, kawa yaucono z Portoryko i oczywiście wino. 

Ja z tej długiej listy wybrałam granitę. Cytrynowy, mroźny deser do zajadania między posiłkami. Dla miłośników cytryny, jakimi jest mój mąż i moja córeczka. ;-))

Granita

skórka drobno starta z 3 cytryn

200 ml świeżo wyciśniętego soku z cytryn (ok. 5 sztuk owoców)

100 g cukru

500 ml zimnej wody

Skórki, sok i cukier umieścić w rondlu. Wstawić na gaz, zamieszać, podgrzać. Od zawrzenia gotować przez ok. 8 minut, do uzyskania konsystencji syropu. Ostudzić. Połączyć z zimną wodą. Przelać do pudełka i zamrozić. W zamrażalniku trzymać przez 5 godzin, od czasu do czasu mieszając, żeby masa równomiernie się zmroziła. Po tym czasie można podawać. ;-)))

sobota, 28 lutego 2009, krokodyll8

Polecane wpisy

Komentarze
2009/02/28 21:43:06
Granitę uwielbiam!!!! :)) Ubóstwiam!!! Szczególnie melonową i cytrynową !!! :))
Objadłam/opiłam się jej we Włoszech i tak miło mi się kojarzy, miło wspomina, usmiech wywołuje na buzi. Poproszę jedną szklaneczkę takiej cudownej granity.. ach! :))
-
2009/02/28 21:59:06
popieram Majanko,popieram.Jedną ze smaczniejszych jadłam lub piłam we Włoszech.Ja też chcę się wprosić na mała szklaneczkę :-))))
-
2009/03/01 00:43:20
aż dziwne, że jeszcze nie słyszałam o tym bohaterze, bo uwielbiam takie książki i kiedyś namiętnie je wchłaniałam, ale potem przyszły studia i nie było czasu na książki :D aż tak przyjemne w każdym razie. dziś chyba do tego powrócę, razem ze szklaneczką granity, którą proponujesz. wygląda orzeźwiająco :)
-
2009/03/01 09:39:21
pięknie wygląda
i ile ma witaminy C :-)
-
2009/03/01 11:51:51
Zdecydowanie Salvo kroluje wsrod detektywow-smakoszy:) A jaka piekna liste jego potraw przygotowalas! Nie brakuje niczego:) Twoja granita jest bardzo zachecajaca, ale ja z jej konsumpcja poczekam na cieplejsze dni, na razie moj organizm domaga sie goracych plynow:)
Pozdrawiam!
-
2009/03/01 14:42:18
Boska! I te zdjęcia! Koniecznie muszę zrobić, Krokodylu...
TĘCZA SMAKÓW 2 Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery przepisy kulinarne
© Wszystkie zamieszczone materiały na tej stronie są moją własnością. Kopiowanie, powielanie bez mojej zgody jest zabronione.