środa, 16 maja 2018
Z wycieczki rowerowej przywieźliśmy kwiaty robinii. Część od razu wylądowała w cieście naleśnikowym, a część przechowałam w lodówce na drugi dzień i usmażyłam z ich dodatkiem racuchy. Jutro znów muszę nazrywać kwiatków robinii, bo mam zamówienie od syna na powtórkę. :-) 



Racuchy z robinią

2 szklanki mąki orkiszowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 szklanki słabego piwa l. wina musującego l. mleka l. napoju roślinnego
2 żółtka
3 łyżki cukru waniliowego
1 łyżeczka soli
2 szklanki kwiatków robinii bez zielonych ogonków
2 kwaśne jabłka, obrane

olej do smażenia
cukier puder do posypania

Mąkę, proszek, płyn, żółtka, cukier i sól razem zmiksować. Do ciasta wrzucić kwiatki i pokrojone drobno jabłka. Wymieszać. Smażyć na rozgrzanym tłuszczu z obu stron, na złoty kolor. Na talerzu posypać cukrem pudrem. 
poniedziałek, 14 maja 2018
Wczoraj na rowerach byliśmy trochę na głodniaka, bo nie zabraliśmy nic do jedzenia, a mijane sklepy były pozamykane. Więc podjadaliśmy kwiaty robinii, które smakują jak cukrowy groszek. W drodze powrotnej zebraliśmy kwiaty do domu i usmażyłam je w cieście naleśnikowym z przepisu Klaudyny Hebdy. 



Robinia, mylnie zwana jest akacją, mimo, że nie ma nic wspólnego z akacjami rosnącymi w Afryce i Australii. Pochodzi z Ameryki Północnej i nazwano ją robinier od Jeana Robina, francuskiego królewskiego botanika, który założył ogród botaniczny w Paryżu i który sprowadził do Francji robinię. U nas nazywana była ostostręczyną, czułodrzewem, grochodrzewem i grochowiną dopóki w XVIII w. nie przejęliśmy od Niemców mylnej nazwy akacja.  Robinię w Europie często sadzono na grobach samobójców, obsadzano nią też wiejskie cmentarze, gdzie w towarzystwie tarniny, jeżyny i innych kłujących roślin, wg wierzeń,  uniemożliwiała zmarłym opuszczanie grobów. U masonów jej liść jest symbolem nieśmiertelności i na grobach pojawia się w tej roli. Obecnie robinia często sadzona jest przy drogach jako drzewo dekoracyjne, miododajne. Także na zboczach dla zabezpieczenia ich przed erozją i tam gdzie może być przydatna do użyźniania jałowej gleby, gdyż wierzchnią glebę wzbogaca w azot. Z jej drewna, które jest trwałe, lekkie, elastyczne, odporne na gnicie i grzyby robi się elementy mostów, statków, wiosła, meble ogrodowe itd.
Warto wiedzieć, że kora, liście i nasiona robinii są trujące. Za to kwiaty są jadalne. Tak jak wspomniałam wspaniale smakują surowe. Bardzo dobre są smażone w cieście naleśnikowym. Można z nich także robić racuchy, konfitury, soki, nalewki, napary uspokajające i przeciwbólowe, dodawać do różnych potraw. 



Kwiaty robinii smażone w cieście naleśnikowym

2 łyżki masła (najlepiej klarowanego), stopionego
170 ml wody mineralnej
100 g mąki orkiszowej
szczypta soli
łyżeczka cukru 
białko jajka

dwie garście kwiatów robinii

Wszystkie składniki ciasta poza białkiem zmiksowałam, ciasto włożyłam do lodówki na pół godziny, po tym czasie dodałam do niego białko, jeszcze raz zmiksowałam, maczałam w nim kwiaty robinii, a następnie je smażyłam na głębokim tłuszczu, z obu stron. Bardzo smaczne. Klaudyna podaje je jeszcze z truskawkami i balsamico i to jest bardzo dobra propozycja. Niestety ginie smak świeżych kwiatków, które na surowo smakują jak słodki groszek. Kto nie próbował, niech spróbuje.


niedziela, 13 maja 2018
Podczas zbierania młodych pędów spróbowałam je w wersji surowej i od razu przyszło mi do głowy, że warto spróbować zrobić z nich nie tylko syrop, ale i dżem. Tak też zrobiłam. Dżem wyszedł bardzo smaczny. Część  zamierzam jeszcze dokładniej zblendować i dodać do domowych lodów. Część zaś użyć jako farszu do bucht na następny wypad rowerowy. :-)



Dżem z pędów sosny

młode pędy sosny, umyte, zdjęłam też z nich brązowe osłonki, waga 1 kg
1 kg cukru

Pędy drobno pokroiłam, wymieszałam z cukrem i smażyłam dłuższy czas. Następnie zblendowałam. Ponownie podgrzałam i przełożyłam do słoiczków. 

piątek, 11 maja 2018
Pod koniec zimnego przedwiośnia ugotowałam zupę chrzanową, do której użyłam świeżego korzenia wasabi. To był mój czas bez czasu, czyli normalka, ale do tego doszło pozimowe zmęczenie i bezhumor. A ja właśnie dostałam prezent marzenie, czyli korzeń wasabi oraz liście i kwiatki wasabi. Wspominałam sobie, jak kilka lat temu po raz pierwszy przeczytałam o tym, jak rośnie wasabi i jaki ten opis był dla mnie interesujący, także opis tarcia wasabi i jego smaku, który musiałam sobie wyobrażać. Nie myślałam wtedy, że tak szybko uda mi się spróbować to jedno z najdroższych warzyw świata, właśnie w wersji świeżej. To pyszne warzywo. Kwiatki mają wyraźnie wyczuwalną nutę chrzanu, listki są super smaczne, szczególnie te najmłodsze, najmniejsze. :-) No i musiałam na szybko wymyślić jakieś dania, w których wykorzystam swój upominek, żeby nic nie poszło na zmarnowanie. Jedną z tych potraw była zupa. :-) Na dworze było zimno i ponuro i potrzebowaliśmy wszyscy, żeby po powrocie do domu czymś się rozgrzać. :-)



Zupa wasabi

4 ziemniaki, u mnie odmiana oberon
1 korzeń pietruszki
ćwiartka selera
1 cebula
3 ząbki czosnku
0,8 l wywaru warzywnego
kilka ziaren ziela angielskiego
2 laurowe liście
4 łyżki tartego wasabi
sól, pieprz
gęsta śmietana
listki i kwiatki wasabi
ugotowane jajka
szczypiorek

Cebulę siekam i przesmażam na rozgrzanym tłuszczu. Dodaję posiekany czosnek. Następnie wsypuję pokrojone w kostkę warzywa. Wszystko razem chwilę smażę, po czym wlewam wywar, dodaję sól, gotuję przez ok. kwadrans. 

Zupę studzę, miksuję, dodaję starty chrzan i śmietanę, wsypuję pieprz, chwilę miksuję. Przed podaniem zupę podgrzewam i podaję posypaną listkami i kwiatkami wasabi oraz szczypiorkiem. Z dodatkiem jajek ugotowanych na twardo. 

Wasabi od niedawna uprawiane jest w Polsce. To adres farmy na której rośnie: Wasabi Farm Poland 



korzeń wasabi


kwiatki i listki wasabi
Tagi: wasabi
09:49, krokodyll8 , Zupy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 maja 2018
Tomek z wycieczki rowerowej przywiózł mi torbę mniszków, kwiatków i listków. Z listków od razu zrobiłam smoothie. Wyszło pycha. :-) 



Smoothie



1 szklanka listków mniszka, najmniej gorzkie są młode listki, które rosną w cieniu
1 dojrzałe mango
2 banany
1/2 szklanki wody

Wszystkie składniki zblendowałam i gotowe. :-) 



środa, 09 maja 2018
Niedawno zbierałam pędy sosny na syrop piniowy. Oczywiście spróbowałam, jak smakują świeże pędy i okazały się interesujące. Od razu mnie kusiło, żeby zrobić z nich pesto i sprawdzić, jak będzie smakowało. Tak więc swój plan raz dwa wprowadziłam w życie i z efektu jestem bardzo zadowolona. Pesto jest bardzo smaczne, wyraziste, nie potrzeba do niego dodawać cytryny, pędy dają dużo kwaśnego smaku. 
Pesto wykorzystuję do kanapek, jako dodatek do tart, dodaję go do dresingu do sałatek, do sosów do makaronu, uwielbiam je łączyć z plackami ziemniaczanymi albo z fasolą i chilli albo z bobem itd. :-) 



Pesto z pędów sosny

młode pędy sosny
ser dziugas lub podobny
ząbki czosnku
łuskane pestki słonecznika
olej rzepakowy lub oliwa
sól i pieprz

Pędy myję i ogołacam z brązowych łusek. Drobno kroję i blenduję z prażonymi ziarnami słonecznika, startym serem, olejem, czosnkiem, solą i pieprzem. Przekładam do słoika i polewam z wierzchu olejem, by mogło dłużej postać w lodówce. 

Proporcje? Każdy dobierze sobie takie jakie mu odpowiadają smakowo. Ja nigdy nie żałuję ani sera ani słonecznika. Dodaję jednego i drugiego naprawdę sporo. :-) 
wtorek, 08 maja 2018
Moja koleżanka Iza na grzybach zna się jak mało kto. Nic więc dziwnego, że jak zatrzymałyśmy się przed jej domem, żeby chwilę porozmawiać, zaraz usłyszałam jej okrzyk "O, grzyby!". Na drzewie widniał żółciak siarkowy, grzyb, o którym nigdy bym nie pomyślała, że jest jadalny. Młody żółciak ma smak zbliżony do smaku delikatnego drobiu. Jego wysyp jest właśnie w maju, choć spotkać go można do września. Rośnie głównie na drzewach liściastych, choć zdarza się niekiedy i na iglastych. Nie wolno go zbierać z robinii i właśnie z drzew iglastych, a z każdego innego miejsca jego zbiór jest bezpieczny. Zbiera się go jak jest młody, czyli w ciągu kilku pierwszych dni po pojawieniu się, jest wtedy miękki, w dotyku jak gąbka. Nie sposób go pomylić z innym grzybem, bo jest bardzo charakterystyczny. Kolor ma żółty, od spodu cytrynowy. Suchy, stary grzyb smakuje jak styropian. Takiego już zostawmy, nie zrywajmy. Trzeba pamiętać o jednym, zanim przyrządzimy z niego potrawy, jakie nam tylko przyjdą do głowy, to trzeba go koniecznie ugotować przez 15-20 minut i odcedzić. To bardzo ważne, żeby uniknąć ew. reakcji alergicznej. I potem już można z niego robić co tylko przyjdzie nam do głowy. Iza robi z niego flaczki, kotlety mielone, steki, robi tarty z jego dodatkiem i pasztety. Wiele ciekawych przepisów możecie znaleźć w sieci, ale tak naprawdę możecie sobie wymyślić co tylko chcecie, bo grzyb aż się prosi o autorskie, spontaniczne przepisy.



Te wszystkie mądrości na temat grzyba przekazała mi oczywiście Iza, która od lat zbiera żółciaki i je przyrządza na rożne sposoby i żartuje sobie z gości, którzy pudłują, że w przepisie jest kurczak, a może łosoś, że to coś wygląda jak marchewka. A tym cosiem jest żółciak. :-))  



Ja zrobiłam z niego na szybko mielone kotlety i kotlety a'la schabowe. Odkryciem Ameryki w tych przepisach jest tylko żółciak. :-) 



Kotlety mielone

Żółciaka siarkowego obgotowałam 20 minut, ostudziłam, zmieliłam i połączyłam z posiekanym koperkiem i czosnkiem, posiekaną przesmażoną cebulą.  Dodałam tyle jajek, aby związały masę. Doprawiłam solą, pieprzem i kuminem. Uformowałam kotlety.  Obtoczyłam je w naszym tartym żytnim chlebku i usmażyłam. 



Kotlety schabowe

Żółciaka siarkowego pokroiłam na plastry, obgotowałam we wrzątku przez 20 minut, odcedziłam, ostudziłam. Zrobiłam panierkę, jak do kotletów schabowych, obtoczyłam w nim plastry grzyba i usmażyłam. 
poniedziałek, 07 maja 2018
Bardzo smaczne placki z super zdrowej pokrzywy. Doskonale smakują na ciepło, a jeszcze lepsze są ostudzone. Nie musicie ich dosładzać cukrem, dla cukronielubów spokojnie wystarczy słodycz jabłka i rodzynek. 



Placki pokrzywowe

2 l listków pokrzyw (zebrane pokrzywy przelałam wrzątkiem by nie parzyły i przy pomocy nożyczek obcięłam listki)
1 i pół średniej wielkości jabłka obranego i pokrojonego w kostkę
mała garstka rodzynek
pół łyżeczki soli
2 szklanki mąki orkiszowej l. pszennej
1/2 szklanki wody
2 jaja
ew. 1 łyżka cukru

Listki pokrzywy drobno posiekałam i wymieszałam z resztą składników. Powstało kleiste ciasto. Placki usmażyłam na rozgrzanym tłuszczu z obu stron. 



niedziela, 06 maja 2018
Pojechałam na rowerze w siną dal i tam wśród zieleni znalazłam mnóstwo kwiatków mniszka. Nazbierałam je, same kwiatki bez łodyżek. W domu rozłożyłam kwiatki na białym papierze. Biel, to sygnał dla owadów do ewakuacji. Potem kwiatki zalałam wrzącą wodą, tak aby je przykryć. Nie obrywałam żółtych płatków, do garnka wrzuciłam całe kwiatki razem z zieloną częścią. Gotowałam przez ok. 3-5 minut. I przykryty garnek odstawiłam w chłodne miejsce na 24 godziny. Następnie odcedziłam przez gazę. Ciemny płyn połączyłam z miodem wielokwiatowym w proporcji 2 l płynu : 1 l miodu. Ponieważ miałam skrystalizowany miód, to chwilę całość podgrzałam, ale tylko tyle by miód się rozpuścił i przelałam syrop do buteleczek, buteleczki schowałam do lodówki. Część syropu jednak zostawiłam, by zrobić z niego miód. 



Do tej części wsypałam trochę cukru, na wyczucie. Miód ma być naprawdę mocno słodki. I w garnuszku wstawiłam na mały gaz na kilka godzin, by zredukować płyn. Gorący płyn przelałam do słoiczków. W ten sposób powstał płynny miód z kwiatów mniszka. Słoiczki ustawiłam do góry dnem, do wystygnięcia i schowałam je w chłodne miejsce. 



czwartek, 03 maja 2018
Moje dzieciaki (teraz już młodzież) uwielbiają syrop piniowy domowy. Wypijają go zanim przyjdzie zima. W tym roku zamierzam zrobić go więc w hurtowych ilościach. Przez ostatnie kilka lat nie robiłam. I kupowałam, w tym ekologiczne, domowe, różne i żaden z nich nam nie smakował. A tak prosto go zrobić. Trzeba zebrać młode pędy sosen, czyli teraz jest na to pora, pamiętać trzeba przy tym by nie zaszkodzić drzewkom. Nie zrywać pędów z czubka drzewa, żeby go nie niszczyć, tylko zrywać niektóre pędy z jego boków. Wtedy będzie można wybrać się po pędy w to samo miejsce w następnym roku, bo drzewkom nie stanie się krzywda. Można zebrać też trochę męskich kwiatków. Najbardziej soczyste są 10-20cm pędy. Nie obierać ich z brązowych łusek, bo w nich są ukryte żywice tak dobre dla naszego zdrowia. Nie myć. Niektórzy skrapiają je alkoholem (spirytusem, koniakiem, rumem itp.) na kilka godzin przed zasypaniem cukrem. Ja robię z samym cukrem. Z trzcinowym cukrem syrop jest smaczniejszy. Dodaje się taką wagę cukru, ile ważą pędy. Jeśli dodamy mniej cukru, to syrop nam sfermentuje. Układa się pędy warstwami do słoików, najlepiej pędy pokroić, przesypując je cukrem. Słoiki lekko się zakręca i ustawia w słonecznym miejscu. Syrop jest gotowy po ok. 3-4 tygodniach. Wtedy trzeba go zlać przez bibułę filtracyjną, lub przez złożoną gazę do słoiczków czy butelek, podobno lepiej do ciemnych.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 77
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
TĘCZA SMAKÓW 2 Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery przepisy kulinarne
© Wszystkie zamieszczone materiały na tej stronie są moją własnością. Kopiowanie, powielanie bez mojej zgody jest zabronione.