czwartek, 09 marca 2017
Cudownie pyszne klopsiki. Nasz obiad błyskawiczny.



400g tempeh
6 łyżek zmielonego siemienia lnianego
8 łyżek ciepłej wody
ok. 6 pieczarek
garstka suszonych pomidorów
mała cebula
kumin, summak, cząber, papryka wędzona, sól, pieprz itd.

Świeżo zmielone siemię lniane mieszam z ciepłą wodą i odstawiam na kilka minut.

Tempeh i pieczarki ścieram na grubych oczkach, pomidory i cebulę siekam. Mieszam to wszystko razem z siemieniem i aromatycznymi przyprawami. Z masy robię kulki, które smażę na oleju. Gotowe. 

*źródło - ervegan.com
Sporą burzę w pewnej dyskusji wywołało nazywanie wegańskich potraw zapożyczeniami z kuchni wszystkożerców. Nie wszystkim podobają się określenia parmezan z nerkowców, mięso mielone z tofu, sernik z tofu, czy sernik bez sera. Ja lubię się nimi posługiwać, bo sprawia mi olbrzymią frajdę odkrywanie smaku, ale i sposobu przygotowania tych wegańskich  wersji dań kuchni mlecznej, mięsnej, a te nazwy do tego nawiązują, są takim mrugnięciem oka, żartem :-) Tak samo zresztą bawi mnie całe bogate słowotwórstwo wegan: tofurnik, tofucznica, nernik, ciecionez itd. :-)) Jednym słowem zrobiłam więc maliniak zwany nernikiem, przezwany nerkami Maliniaka. Chłodne ciasto o smaku malinowych lodów złożone z orzechów nerkowca i malin. :-)



Tortownica 16 cm
1/2 szklanki ziaren słonecznika
1/4 szklanki migdałów
4 świeże daktyle l. suszone zalane wrzątkiem a po jakimś czasie wyciągnięte z wody na wierzch ;-)
szczypta soli
1 czubata łyżka kakao

masa:
szklanka orzechów nerkowca zostawionych na noc w zimnej wodzie
5 łyżek syropu klonowego
łyżka soku cytryny
3/4 szklanki malin
3 łyżki oleju kokosowego

dodatkowo:
1/2 szklanki malin
łyżeczka oleju kokosowego
listki świeżej mięty

Ziarna słonecznika i migdały mielę w młynku. Blenduję daktyle i mieszam z ziarnami i orzechami, kakao i odrobiną soli. Powstałą masą wyklejam dno i brzeg tortownicy wyłożonej przezroczystą folią spożywczą. Wkładam do lodówki, niech się chłodzi.

Odcedzam nerkowce i blenduję z resztą składników na masę. Gdy masa jest jednolita to 1/4 czy 1/5 odkładam na bok a większość przekładam do tortownicy i znów chowam tortownicę do lodówki. 

Miksuję pozostawioną masę malinową z  połową szklanki malin i łyżeczką oleju kokosowego i kreślę nią smugi na cieście albo układam z niej równą górną warstwę. Teraz ciasto  chowam już do zamrażalnika na minimum kilka godzin.

Trzeba je wyjąć ok.  pół godziny przed zjedzeniem. I udekorować świeżymi owocami i miętą :-)


* źródło - ervegan.com

środa, 08 marca 2017
Banoffee pie, czyli banany i toffi. :-) Cudowne wegańskie ciasto. Spód z migdałów, nerkowców, daktyli, ziaren słonecznika i kakao. Góra z bananów, masy "kajmakowej" ;-) z daktyli i masła orzechowego z sokiem cytryny. Najwyższe piętro zaś to tłuste mleko kokosowe, sok cytryny i kakao. Ciasto nie pieczone, ale chłodzone w lodówce. Bardzo smaczne. Słodkie. Najbardziej przypomina tiramisu. I ma kilka zalet, których nie ma moje ukochane tiramisu. Następnego dnia nie traci na smaku. Nie ma tzw. śmieciowych składników. No i brak w nim surowych jajek. Jednym słowem warto się skusić :-)



Tortownica 24 cm

Spód: 2 szklanki mieszanki nerkowców, ziaren słonecznika, migdałów + 1/2 szklanki daktyli, sól, 2 łyżki dobrego kakao.

Góra: 2 szklanki daktyli namoczonych przez ok. 10 minut we wrzątku, czubata łyżka masła orzechowego, 4 banany pokrojone w plasterki, woda po moczeniu daktyli ok. 1 szklanki.

Wierzch: puszka tłustego mleka kokosowego zostawionego na noc w lodówce, sok z 1 cytryny, kakao do posypania.

Orzechy i daktyle na spód moczę przez noc l. choćby kilka godzin. Odcedzam je  i blenduję, dodaję sól, kakao, ew. trochę wody po moczeniu. 
Tortownicę wykładam przezroczystą folią spożywczą i ciastem wykładam spód i brzeg tortownicy. Chłodzę w lodówce. 

Daktyle na farsz odcedzam i blenduję razem z masłem orzechowym i sokiem cytryny, w trakcie blendowania dodaję tyle wody po moczeniu daktyli, żeby masa przypominała gęsty kajmak.

Na cieście układam plasterki banana, jeden przy drugim. Na nie nakładam masę "toffee", resztę plasterków bananów układam na tej masie. 

Miksuję tylko gęstą zawartość puszki mleka kokosowego. Robię to przez kilka minut, pod koniec dodając sok cytryny. I nakładam na wierzch ciasta. Samą górę posypuję kakao przecierając je przez gęste małe sitko. 

Ciasto chłodzę w lodówce. :-) Najlepiej zostawić je do schłodzenia na noc. :-) 

* źródło - świetny wegański blog ervegan.com :-) 

niedziela, 05 marca 2017
Bardzo lubię te desery. Zajadałam się nimi na Biobazarze na stoisku wegańskim mojej koleżanki Pauli. Były doskonałe i takie zostawiły we mnie wspomnienie, niebiańskiego smaku. Tym razem zaczęłam je robić u mnie w domu, bowiem drugą miłośniczką tych puddingów jest moja córka. Potrafi zjeść ich kilka naraz. :-) Dzięki Pauli  i apetytowi córki zaczęła się moja domowa przygoda z tapioką. :-))



Pudding z tapioki z musem mango i z malinami

500 ml mleka kokosowego z kartonika, u mnie firmy Bjorg
1/4 szklanki drobnej tapioki
2 łyżki cukru
4 nasiona kardamonu
2 łyżki syropu klonowego
dojrzały owoc mango
1/3 łyżeczki suszonego imbiru l. pół łyżeczki świeżego
owoce jagodowe, u mnie maliny, w sezonie świeże, teraz wiadomo, że mrożone
listki mięty

W garnku zagotowuję mleko, wsypuję tapiokę i cukier. Co chwilę mieszam, gotując bez przykrycia przez ok. 20 minut, konkretnie do czasu aż kulki tapioki staną się przezroczyste. W międzyczasie dodaję kardamon utarty w moździerzu.

Pudding przelewam do szklanek. 

Mango obieram, odkrawam miąższ od pestki. Kroję w drobną kostkę. Połowę miąższu wraz z syropem i imbirem gotuję przez ok. 10 minut, potem blenduję. Następnie dodaję drugą połówkę mango i gotuję na ogniu przez 2 minuty. Mieszam i układam na puddingu. Na wierzchu rozsypuję rozmrożone maliny i układam listki mięty.

Deser chłodzę w lodówce przez kilka godzin. Taki jest najlepszy. :-) 

* źródło - blog Kwestia Smaku
sobota, 04 marca 2017
Tarta, to jedno z tych dań do których lubię wracać. Nigdy nie zostaje po niej ani okruszek. A uwielbiam ją za tę możliwość krojenia na dowolne porcje i podawania do jedzenia w każdym momencie. To jest jedna z tych kulinarnych propozycji, która umożliwia w przypadku goszczenia przyjaciół u siebie nie być gospodynią biegającą w kółko między stołem a kuchnią. :-) 
Tym razem skorzystałam z przepisu Ottolenghiego. Tarta z kozim serem zawsze znajdzie bowiem w moim domu amatorów. :-) Do tego karmelizowany czosnek. Trudno było się nie skusić. :-) 



ciasto na tartę:
1 szklanka mąki razowej
1/2 łyżeczki soli
125 masła
1 jajo

farsz:
4 główki karmelizowanego czosnku
1 łyżeczka suszonego tymianku
1 łyżeczka rozmarynu
1 i 1/2 szklanki trzcinowego cukru
2 łyżki oliwy
1 łyżka balsamico
250 g koziego miękkiego sera
2 jaja
250 ml koziego jogurtu
sól, pieprz
suszone zioła

Z mąki, masła, jajka i soli wyrabiam ciasto. Formuję z niego kule, owijam w folię spożywczą i na pół godziny wkładam do lodówki.

Karmelizuję czosnek. Główki czosnku dzielę na ząbki i obieram je z łusek. W małym garnuszku zagotowuję 2 szklanki wody, dodaję czosnek, od zawrzenia gotuję przez 3 minuty. Odcedzam wodę i ponownie zalewam czosnek wodą. Znów zagotowuję i znów odcedzam.  Następnie do garnuszka dodaję 2 łyżki oliwy i łyżkę balsamico, zasypuję 1 i 1/2 szklanką trzcinowego cukru, dodaję łyżeczkę suszonego tymianku i łyżeczkę rozmarynu. Karmelizuję dotąd aż ząbki nabiorą ładnego brązowego koloru. 



Formę do tarty 28 cm smaruję masłem i wykładam ciastem łącznie z brzegami. Robię dziurki widelcem i piekę w 180 stopniach przez ok. 10 minut, czyli dotąd aż ciasto będzie suche. 

W międzyczasie mieszam jogurt z jajami, doprawiam solą i pieprzem, wsypuję suszone zioła. Na podpieczonym spodzie ciasta rozkładam karmelizowane ząbki czosnku, pomiędzy nie kawałki koziego sera, a na wierzch wylewam masę jogurtowo-jajeczną.

Piekę w 180 stopniach przez ok. pół godziny.

*źródło - Yotam Ottolenghi




poniedziałek, 27 lutego 2017
Mam słabość do tego kudłatego ciasta kadayif. Jest to tak naprawdę ciasto filo pocięte na cienkie jak włoski paseczki. U Ottolenghiego trafiłam na przepis na kłębki z tego ciasta wypełnione pyszną pastą z pieczonych bakłażanów. Oczywiście, że nie omieszkałam ich zrobić. :-) 



1,5 kg bakłażanów
200g ricotty
70 g dziugasa itp.
pół pęczka natki
1 jajo
kostka rozpuszczonego masła i olej słonecznikowy ok. 100ml
ok. 300g ciasta kadayif
sól, pieprz

salsa:
2 czerwone papryki ok. 320g
2 czerwone chilli
6 ząbków czosnku
8 zblanszowanych pomidorów l. 2 puszki całych pomidorów (ale wykorzystujemy same pomidory)
4 łyżki octu sherry l. ryżowego
100 ml oliwy
1/2 czerwonej średniej cebuli

Bakłażany nakłuwam w kilku miejscach, układam na blasze i piekę w 250 stopniach przez ok. godzinę, konkretnie do czasu aż będą miały miękki upieczony miąższ. Wtedy je studzę, wybieram miąższ, przekładam go na sitko i zostawiam na ok. pół godziny, żeby odciekł. 

Gdy pieką się bakłażany piekę też warzywa na salsę. Wstawiam do bakłażanów dodatkową blachę z ząbkami czosnku w łupinach, chilli i paprykami. Po 10 minutach wyjmuję czosnek i chilli, po kolejnych 20 minutach wyjmuję papryki. Papryki umieszczam w misce, przykrywam ją folią spożywczą, gdy ostygną to obieram je i wydobywam sam miąższ. Do niego dodaję miąższ chilli bez pestek (ale równie dobrze w sosie można wykorzystać świeże, nieupieczone chilli) i obrane ząbki czosnku, a także połowę pomidorów bez pestek. Blenduję. Potem dodaję ocet, sól, pieprz i stopniowo wlewam oliwę, mieszając, aż powstanie gęsty sos. Tak naprawdę oliwy dodaję wg własnego smaku. Od tego zależy jej ilość. Sos przekładam do miski, dodaję posiekaną połówkę cebuli i pokrojoną resztę pomidorów. Odstawiam.

Do drugiej miski wrzucam odsączony miąższ bakłażanów, dodaję ricottę, starty na grubych oczkach ser, posiekaną natkę, jajko, sól i pieprz. Mieszam.

Piekarnik nastawiam na ok. 220 stopni. 

20 g kawałki ciasta maczam w maśle wymieszanym z olejem, rozplątuję włoski i układam je na desce w kształt prostokąta, na środek kładę czubatą łyżkę masy bakłażanowej i owijam ją ciastem by cała znalazła się w środku kłębuszka. Kłębki układam na blasze na pergaminie. Polewam je resztką masła Piekę przez ok. 25 minut, aż zbrązowieją. Podaję z dużą ilością salsy.

* źródło - Yotam Ottolenghi


niedziela, 26 lutego 2017
Kolejny przepis Yotama Ottolenghiego z "Całej obfitości". Uroczy deser złożony z ciepłych racuszków z ricotty i koziego sera z dodatkiem miodu, pomarańczowego syropu i ricotty :-)



500g ricotty 

60g miękkiego koziego sera 
3 jaja 
60 ml tłustego mleka 
2 łyżki posiekanych listków mięty 
skórka otarta z 1 pomarańczy 
160g mąki 
1 i1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
50g drobnego cukru 
olej do smażenia
kilka łyżek miodu 
cukier puder do posypania
sól
Syrop: 
100g drobnego cukru 
skórka obrana zesterem z 2 pomarańczy 


W rondelku robię syrop. Podgrzewam 100 ml wody z cukrem, po zagotowaniu gotuję przez 4 minuty, po tym czasie dodaję skórki pomarańczy, gotuję przez 2 minuty i odstawiam na bok do ostygnięcia.

Wkładam do miski 350 g ricotty, kozi ser i jaja. Miksuję na gładką masę. Przy pomocy trzepaczki powoli dodaję do masy ubijając - mleko, skórkę pomarańczy, miętę. Masę odstawiam.

Do drugiej miski wsypuję mąkę, sól, cukier i proszek. Mieszam. Dodaję płynne składniki, mieszam. Odstawiam na 10 minut.

Do rondelka wlewam olej na wysokość 4 cm. Kładę ciasto łyżeczką na rozgrzany olej. Podczas smażenia racuszki przewracam na drugą stronę. Smażą się przez dobrych kilka minut. Jeśli za szybko brązowieją zmniejszam ogień. Gotowe racuszki układam na ręczniku papierowym zanim je przełoże na talerzyki.

Miód rozpuszczam w rondelku.

Podając deser racuszki skrapiam rozpuszczonym ciepłym miodem, przybieram ricottą, posypuję cukrem pudrem i skrapiam syropem z pomarańczową skórką.

* źródło - Yotam Ottolenghi
Tagi: ricotta
12:55, krokodyll8 , Desery
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 lutego 2017
Obecnie cieszę się nową książką Yotama Ottolenghiego "Cała obfitość" zawierającą same wegetariańskie przepisy, nad którymi pracował z bliskimi sobie ludźmi. Łączy w niej wietnamskie sałatki z libańskimi sosami, umieszcza dania zainspirowane wędrówką po książkach z kuchnią japońską, irańską, libańską czy zaglądaniem do garnków podczas wyjazdu do Tunezji i wszelkie inne swoje fascynacje w odkrywaniu tego, ile jeszcze wersji może mieć marchewka czy rzepa. :-)  Poznawał różne, bardzo odmienne przepisy na wykorzystywanie tych samych warzyw, bardzo inne ich przetwarzanie, komponowanie i zdumiewająco odmienny efekt końcowy. I całe to bogactwo plus własną wyobraźnię i smak wykorzystał tworząc swoje wersje wege dań. Już od pierwszego pobieżnego przejrzenia książki mam całą listę potraw, które będę chciała wypróbować w domu. Pierwsze co z niej zrobiłam to zupa. Zupa, która od razu szturmem wchodzi do grupy naszych ulubionych domowych zup. :-) 



2 czerwone średnie cebule
4 ząbki czosnku
500g marchewki smacznej, słodkiej
5 łodyg selera naciowego
2 łyżki harissy
kmin
mielona kolendra
2 puszki ciecierzycy
1,5 l bulionu warzywnego
100g kaszy bulgur
sól, pieprz

śmietankowa pasta z fety:
100g fety
60 g bardzo gęstej śmietany
pęczek kolendry
ew. pół pęczka kolendry i pół pęczka mięty

W garnku usmaż posiekane cebule, przez ok. 5 minut. Następnie dodaj posiekany czosnek, pokrojone marchewki, pokrojone łodygi selera i smaż przez dłuższy czas. Dodaj harissę, przyprawy. Za chwilę wrzuć odsączoną ciecierzycę, delikatnie wymieszaj, dodaj bulion i doprowadź do wrzenia, gotuj przez ok. 10 minut. Posól, posyp pieprzem. 

Przepłucz bulgur, wsyp go do małego garnka, zalej dużą ilością zimnej wody, doprowadź do wrzenia, od razu odcedź i przepłucz zimną wodą i w sitku odstaw na bok. 

Koniecznie zrób pastę z fety. Jest bardzo ważnym składnikiem tego dania. Zmiksuj pokruszoną fetę z posiekanymi ziołami i śmietaną.

Do talerzy wsyp bulgur, zalej zupą i nałóż duży kleks pasty z fety. 

* źródło - Yotam Ottolenghi


piątek, 24 lutego 2017
Sięgnęłam po przepis Yotama Ottolenghiego na brukselkę z marynowanym tofu. :-)



180g tofu
2 łyżki sosu chilli
2 łyżki sosu sojowego
3 łyżki oleju sezamowego
1 łyżka octu ryżowego
1 łyżka miodu
500g brukselki
olej
sól
pęczek dymki
łyżeczka płatków chilli
250g świeżych grzybów shiitake
1 łyżka uprażonych na suchej patelni ziaren sezamu

Najpierw robimy marynatę. Mieszamy sos chilli, sojowy, oliwę, ryżowy ocet, miód. Kroimy tofu na plasterki, a każdy z nich kroimy w poprzek na pół i zanurzamy w marynacie.

Brukselki dzielimy na mniejsze części i partiami smażymy na rozgrzanym oleju przez kilka minut. Staramy się jej za bardzo nie mieszać, żeby tu i ówdzie nieco się przypaliła. Gdy już usmażymy wszystkie partie brukselki, to smażymy posiekaną dymkę, pokrojone grzyby, posypując je płatkami chili. Następnie przekładamy do miski z brukselką.

Teraz smażymy marynowane tofu. Na rozgrzanym oleju smażymy je ułożone obok siebie, po 2 minuty z każdej strony.

Patelnię zdejmujemy z ognia. Dodajemy wszystkie usmażone składniki i marynatę, mieszamy, solimy do smaku i zostawiamy na chwilę, żeby smaki się przegryzły.

* źródło - Yotam Ottolenghi


czwartek, 23 lutego 2017
Bardzo smaczne, wilgotne daktylowe ciasto pachnące różami. :-) 



2 szklanki suszonych daktyli
11/2 szklanki mąki
125g masła
2 jaja
1/2 szklanki trzcinowego cukru
2 łyżki różanej wody
1 łyżeczka cynamonu
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Daktyle kroimy na kawałki, dodajemy do nich pół szklanki wody, 2 łyżki wody różanej i gotujemy przez ok. 10 minut aż uzyskamy gładką masę.

Mieszamy mąkę, proszek, cynamon.

Masło ucieramy z cukrem na gładką masę, pod koniec ucierania dodajemy jaja.

Mokre składniki mieszamy z suchymi. 

Na koniec dodajemy ostudzoną masę daktylową i wyrabiamy ciasto.

Przekładamy je do keksówki wysmarowanej masłem i pieczemy w 180 stopniach przez ok. 30 minut.

* Do ciasta można dodać bakalie i orzechy.
*źródło - "Hummus, za'atar i granaty" Samar Khanafer

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 71
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Tagi
TĘCZA SMAKÓW 2 Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery przepisy kulinarne
© Wszystkie zamieszczone materiały na tej stronie są moją własnością. Kopiowanie, powielanie bez mojej zgody jest zabronione.