piątek, 28 listopada 2008

Uzależniłam się od domowego pieczywa i dlatego drugą propozycją na korzenny weekend jest korzenny chleb (przepis zmodyfikowany lekko przez autorkę "Wielkiej księgi chleba" Lindę Collister). Pachnie bosko. Na drugi dzień po upieczeniu cudownie smakował nam na śniadanie i pachniał. Lekko szczypał w język, bo jest w nim i papryka i pieprz pośrod innych przypraw. Ma delikatną skórkę, a miękisz pulchny, miękki i smakuje niesamowicie. Przez wiele dni zachowuje świeżość, smak.

Etiopski chleb z korzeniami

700 g mąki pszennej chlebowej, nie bielonej (ja dałam typ 1100)

85g masła

15 g świeżych drożdży

1 ząbek czosnku

mała cebula (60g)

1,5 łyżki mielonej kolendry

1,5 łyżki łagodnej papryki

pół łyżeczki ostrej papryki

pół łyżeczki czarnego pieprzu

pół łyżeczki cynamonu

pół łyżeczki pieprzu cayenne

pół gałki muszkatołowej, startej

pół łyżeczki mielonych goździków

2 łyżeczki soli

30 g cukru muscovado

15 g masła rozpuszczonego do posmarowania upieczonego bochenka

Rozpuszczam masło w garnuszku, na gorące wrzucam drobno posiekaną cebulę i zmiażdzony czosnek oraz przyprawy, mieszam, po 2 minutach wyłączam ogień i garnuszek odstawiam, by zawartość całkowicie przestygła.

Do małej miski wrzucam drożdże, wlewam 370 ml zimnej wody i rozpuszczam drożdże. Wsypuję cukier, mieszam.

W misce mieszam mąkę i sól, robię duży dołek i wlewam do niego przestudzone masło z przyprawami oraz rozczyn. Dodaję do płynu tyle mąki, by nabrał on konsystencji naleśnikowego ciasta. Oprószam mąką wierzch, by nie powstał kożuch. Przykrywam ściereczką i zostawiam na 20 minut.

Teraz mieszam mąkę z rozczynem i wyrabiam ciasto. Wykładam je na stół i wyrabiam jeszcze przez 10 minut. Ma być gładkie i elastyczne. Kładę je z powrotem do miski (nie natłuszczam jej), przykrywam i zostawiam na 1-2 godziny (ma w tym czasie podwoić swoją objętość).

Wyrośnięte ciasto przebijam (uderzam dłonią). Urywam kawałek ciasta wielkości orzecha laskowego (nie większy), robię z niego kulkę i odkładam. Formuję z ciasta okrągły bochenek. Przekładam go na blachę, na pergamin. Chlebkowi na wierzchu wycinam żyletką wzór na krzyż i w środek wkładam kulkę.

Przykrywam i zostawiam do wyrośnięcia na 1 godzinę, żeby podwoił objętość.

Piekarnik rozgrzewam do temperatury 190 stopni. Chleb piekę przez ok. 30-40 minut. Gdy jest gotowy, to po uderzeniu w spód daje głuchy odgłos.

Gdy chleb jest upieczony, to wyjmuję go na kratkę i smaruję rozpuszczonym masłem. Zostawiam, by ostygł.

Jest pyszny, smakuje nawet sam bez niczego.

12:43, krokodyll8 , Chleby
Link Komentarze (3) »

Dziś korzennie, a więc u mnie także piernikowo. Ten weekend przypadłby do gustu naszym XVI i XVII-wiecznym przodkom, którzy córki swe uczyli powiedzenia "Pieprznie i szafranno, moja mościa panno", gdy przymierzały się do nauki gotowania. Polska była wtedy krajem zamożnym, i dotyczy to wszystkich wartstw społecznych. W XVI wieku zaczęto sprowadzać do nas cukier, przyprawy, migdały, ryż, cytryny i pomarańcze, wina włoskie i francuskie. I rzuciliśmy się na te korzenie, przyprawialismy wszystko zbyt obficie. Często powodował naszymi przodkami zwykły snobizm. To u nas wtedy panowała najostrzejsza kuchnia w Europie. Ulrich  von Werdum podróżujący po Europie napisał o polskiej kuchni "Soli i korzeni żaden naród nie używa tak obficie. Dlatego nie stawiają solniczki na stół". Mięso przyprawiano m.in. imbirem, gałką muszkatołową, szafranem, goździkami, cynamonem, papryką, kaparami, cukrem, winem, octem, sokiem.  Cudzoziemcy uskarżali się na nasze ostre jedznie. Tracili apetyt po spróbowaniu naszych pięknie prezentujących się dań, za to polska szlachta zachwycała się ilością przypraw i sobie ich nie żałowała. "... wszystko było zgotowane w guście narodowym i prawie wywarzone w szafranie i korzeniach. Dwie tylko kuropatwy, po francusku przyprawione, zdały się dla królowej" (mowa o Marii Ludwice przybyłej do Polski w 1646r.).

"Nie żałuje goździków, pieprzu i faryny,

Czego do każdej, a cóż śmierdzącej zwierzyny,

Trzeba, sypie, o cudzej nie myśląc szkatule.

Doda octu, powidła, dostatek cebule,

Włoży w to i sól i drwa, że więcej niż kopa

wyleci mu z kalety..." Wacław Potocki

"...Pieprzu, szafranu pełne, dostatek korzenia,

Cytryn, migdałów, cukrów, uciecha jedzenia..." Stanisław Jeżowski

No, a ja zrobiłam imbirowe pierniczki. Przepis znaleziony w internecie. Troszkę przeze mnie zmieniony -  dodaję więcej masła, inaczej ciasto jest zbyt kruche, niejednolite. Dodaję prawdziwy miód i muscovado. Nie zostawiam cukrów i miodu samych, by przestygły, bo by z powrotem zastygły. Piekę w wyższej temperaturze. A poza tym wszystko, jak w przepisie. Pierniczki faktycznie wspaniałe w smaku. Anay zrobiła u siebie bardzo ładne ich zdjęcia, czym mnie zresztą zachęciła do tego, by spróbowac je upiec. Piekłam je już w tym tygodniu dwukrotnie i widzę po tempie znikania, że nie po raz ostatni. Dzięki, Anay. :-) 

http://www.gotowanie.wkl.pl/przepis38791.html

Imbirowe pierniczki

1/2 kg tortowej mąki

200 g miodu

100 g cukru pudru

100 g cukru muscovado

150 g masła

1 jajo

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 przyprawa do piernika, polecam Kotanyi

1 czubata łyżka suszonego imbiru

W garnuszku rozpuściłam cukry, miód i przyprawy. Potem dodałam do nich masło w kawałkach, rozpuściłam je i zagotowałam całość. Wyniosłam na balkon, żeby szybko stygło.

Makę przesiałam z proszkiem. Zrobiłam w niej dołek. Wlałam zawartość rondelka, gdy uzyskała letnią temperaturę. Dodałam jajko i wyrobiłam jednolite, plastyczne, piegowate ciasto. Podsypując leciutko mąką rozwałkowałam je, wycięłam ciasteczka. Upiekłam w 180 stopniach, każdą partię przez ok. 15 minut. Po kolorze poznawałam, że są już gotowe do wyjęcia. Na początku są oczywiście jeszcze elastyczne. Twardnieją, gdy ostygną. Ważne, żeby stygły na płaskiej, równej powierzchni.

Są pyszne, pięknie pachną, chrupią. Gdy tylko ostygną, to chowam je do szczelnie zamkniętego słoika. Nie wiem, ile czasu mogą leżeć. Wszysto przez moje dzieci. Najstarszy miał trzy dni...

12:10, krokodyll8 , Ciastka
Link Komentarze (2) »
środa, 26 listopada 2008

Dziś zziębnięci po powrocie do domu rozgrzewaliśmy się zupą. :-) Przepis zaczerpnęłam z wdzięcznej książki poświęconej wyłącznie pierwszym daniom, autorstwa Carole Clements, wyd. Parragon. Zupa smakuje świetnie, a jedliśmy jej skromniejszą wersję.

Tak naprawdę, to wsypałam o wiele więcej ziół, niż widać to na zdjęciu, bo wtedy jest jeszcze smaczniejsza i bardziej pachnąca. :-)

Zupa z chilli i wieprzowiny

oliwa z oliwek

1/2 kg chudej, mielonej wieprzowiny

1 cebula

1 łodyga selera naciowego

1 papryka czerwona

1- 3 papryczki chilli

3 ząbki czosnku

3 łyżki koncentratu pomidorowego

450 g pokrojonych pomidorów z puszki

1/2 litra bulionu

suszona kolendra, kminek, tymianek, oregano, chilli

sól, pieprz

pęczek szczypiorku

jogurt naturalny do dekoracji

świeże zioła, najlepiej kolendra lub bazylia

Rozgrzewam oliwę w garnku postawionym na średnim ogniu. Na rozgrzany tłuszcz wrzucam mięso i podsmażam.

Drobno kroję cebulę, paprykę, chilli, łodygę selera oraz czosnek. Wrzucam do mięsa, gdy te już będzie lekko zrumienione. Zmniejszam ognień, przykrywam garnek, chwilę razem duszę. Po kilku minutach dodaję pomidory, koncentrat, suszone zioła, sól i pieprz, paprykę w proszku. Mieszam. Wlewam 1/2 litra gorącego bulionu. Zagotowuję. Zmniejszam płomień i gotuję zupę przez pół godziny.

Na talerzu posypuję szczypiorkiem i świeżą kolendrą. Dekoruję jogurtem naturalnym.

Jeszcze doskonalsza będzie, gdy na wierzchu położę guacamole i posypię całość startym parmezanem.

Przepis znalazłam, wydaje mi sie, że u Majany, na pewno jest u Dorotus ("Moje wypieki") i na wielu, wielu innych blogach, bo bułeczki te zawsze się udają, łatwo je zrobić i smakują i wyglądają. Ja też je piekę. :-) I wczoraj je robiłam i dziś upiekę kolejne, bo rodzina się od nich powoli uzależnia.

Bułeczki jogurtowe

1/2 kg pszennej mąki chlebowej

1 łyżka cukru

1,5 łyżeczki soli

14 g świeżych drożdzy

200 g jogurtu greckiego (lub innego naturalnego)

120 ml mleka

1 jajko

60 g masła

jajko do posmarowania

sezam do posypania

Masło rozpuszczam na ogniu i zostawiam, żeby przestygło.

Wszystkie składniki razem mieszam i wyrabiam przez dłuższy czas. Przykrywam ściereczką i zostawiam do wyrośnięcia na 1,5 godziny.

Wyrośnięte ciasto dzielę na 9 kawałków i formuję bułeczki. Kładę na pergaminie, na blasze i przykrywam ściereczką. Zostawiam do wyrośnięcia na ok. 40 minut.

Piec rozgrzewam do 200 stopni. Wyrośnięte bułeczki smaruję rozkłóconym jajkiem i posypuję sezamem. Piekę przez ok. 20 minut. Studzę na kratce.

Tagi: jogurt
09:36, krokodyll8 , Bułeczki
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 listopada 2008

Dziś upiekłam babeczki z migdałami. Przepis zaczerpnęłam z tej samej książki Ewy Aszkiewicz. Babeczki  są mało słodkie, myślałam, że poleję je lukrem, ale jak jedliśmy je wieczorem, to fantastycznie smakowały z samym cukrem pudrem i chyba niczego im nie brakuje. :-)

Migdałowe babeczki

1 i 1/2 szklanki mąki tortowej

50 g drożdży

szklanka mleka

125 g masła

1/2 szklanki cukru pudru

100 g migdałów

4 jajka

1/2 laski wanilii

Do letniego mleka dodałam drożdże, łyżeczkę cukru pudru oraz łyżeczkę mąki. Roztarłam drożdze, wszystko razem wymieszałam, przykryłam ściereczką i zostawiłam.

Masło podgrzałam, roztopione odstawiłam do ostygnięcia.

Migdały zalałam wrzątkiem, odcedziłam, zdjęłam z nich skórkę. Posiekałam.

Wanilię rozdrobniłam w młynku do kawy.

Do wyrośniętego zaczynu dodałam cukier puder, żółtka, mąkę, wanilię i zmiksowałam na wolnych obrotach. Gdy masa była już jednolita, to dolałam letni tłuszcz i dokładnie zmiksowałam, ale nadal na najniższych obrotach.

Ubiłam na sztywno pianę z białek z dodatkiem odrobiny soli.  Dodałam ją do ciasta i delikatnie wymieszałam łyżką.

Ciasto przelałam do foremek wysmarowanych tłuszczem. Zostawiłam przykryte, żeby ciasto wyrosło.

Wyrośniete  babeczki wstawiłam do pieca rozgrzanego do 160 stopni i piekłam ok. 30 minut. Podczas pieczenia jeszcze trochę urosły.

Tagi: migdały
17:00, krokodyll8 , Ciastka
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 24 listopada 2008

Dostałam piękne foremki do babeczek i chciałam je wykorzystać. Ponieważ u dzieci panują nastroje minorowe, bo pogoda i ranne wstawanie tak działają zasmucająco, wiedziałam, że to będą babeczki czekoladowe. Przepis na nie znalazłam w pysznej książce Ewy Aszkiewicz "Domowe wypieki" wyd. Publicat.

Babeczki są bardzo smaczne i pięknie pachną czekoladą i skórkami pomarańczy.

Babeczki czekoladowe

7 żółtek

1/2 szklanki cukru pudru + 1 łyżka

120 g czekolady gorzkiej lub deserowej

1 i 1/2 szklanki mąki pszennej tortowej

40 g drożdży

1/2 szklanki mleka

3-4 łyżki domowej skórki pomarańczowej

1/2 laski wanilii

Drożdze rozpuściłam w letnim mleku i dodałam łyżkę cukru pudru oraz łyżkę mąki, wymieszałam. Zostawiłam do wyrośnięcia przykryte ściereczką.

Czekoladę drobniutko posiekałam (można zetrzeć na tarce). Żółtka z cukrem pudrem utarłam na kogel mogel, dodałam czekoladę i utłuczoną w moździerzu wanilię (ja do takich celów używam elektrycznego młynka do kawy), zmiksowałam. Dodałam wyrośnięty rozczyn, następnie mąkę, cały czas miksując na najwolniejszych obrotach.

Dodałam skórki pomarańczy. Wymieszałam łyżką. Nałożyłam do silikonowych foremek (inne smaruje się tłuszczem). Gdy urosły wstawiłam do piecyka nagrzanego do 180 stopni i piekłam ok. 25-30 minut.

Można je polać czekoladą.

Tagi: czekolada
23:43, krokodyll8 , Ciastka
Link Komentarze (7) »

Przepis ten znalazłam na stronie Edysi. http://przystole.blox.pl/2008/02/Kotleciki-rybne.html Szukałam czegoś rybnego, co  zasmakowałoby także dzieciom i to jest właśnie taki pomysł na to, żeby na talerzu było smacznie i wesoło. Przepis smaczny i szybki do zrobienia.

Kulki rybne

60 dkg filetów z mintaja

1 marchewka

2 cebule

1 kajzerka namoczona w mleku

pęczek szczypiorku

jajo

sól

pieprz ziołowy albo biały

bułka tarta

olej

Zagotowuję dwa litry wody. Wrzucam do niej obraną marchewkę przeciętą wzdłuż na pół. Dodaję kostkę rosołową i gotuję przez 10 minut. Po tym czasie wkładam filety i obrane cebule. Cebule gotuję przez 2-4 minuty, a rybę przez 10 minut.

Kajzerkę moczę w mleku.

Wyłowioną cebulę kroję drobno. Odcedzoną rybę miksuję. Łączę rybę z cebulą, dosypuję drobno pokrojony szczypiorek, dodaję jajo, przyprawy, odciśniętą kajzerkę. Mieszam wszystko dokładnie i formuję okrągłe kotleciki. Każdy obtaczam w bułce tartej i smażę na rozgrzanym tłuszczu.

23:09, krokodyll8 , Ryby
Link Komentarze (3) »
sobota, 22 listopada 2008

Chciałam jeszcze zrobic lasagne z macy albo pizzę na macy, ale nie zdążyłam. Na co innego mieliśmy zresztą chęć. Natomiast wieczorem zabrałam się za pieczenie chałki. :-) Może zbyt późnym wieczorem. ;-))

Chała znaczy po hebrajsku "ofiara". Znana jest od 380 r. p.n.e. W tych odległych czasach Żydzi swoim kapłanom składali w ofierze bochenki upieczone w piątkowy poranek. Do ich upieczenia używali drobno zmielonej mąki. Po zburzeniu Świątyni w 70 r. n.e. Żydzi zaczęli piec małe chlebki. Święcili je w swych domach i  przypalali kawałeczek ciasta na pamiątkę tego wydarzenia. Chały plecione, czasami z 12 pasków pojawiły się u Żydów środkowoeuropejskich w średniowieczu. Na co dzień jedli gorzkawe, ciemne pieczywo, a chały ptrzygotowywali na Szabat.

Na Święto Szabat (święto na cześć Boga Stworzyciela, na cześć Przymierza) kupowano rzeczy najsmaczniejsze. Stół nakrywano najlepszym obrusem. Na stole stawiano dwie świece, wino, kładziono dwie chałki (lub dwa chleby) przykryte ozdobną serwetą. Świece symbolizowały sacrum i profanum, chałki podwójną porcję manny,jaką Żydzi otrzymywali od Stwórcy w każdy piątek podczas swej wędrówki przez pustynię. Serweta miała przypominać rosę, która pokrywała mannę. W Szabat nikt nie mógł być głodny. Nawet jeśli komuś nie dopisywał apetyt, to musiał zjeść kawałek chałki, czy chleba, wielkości kurzego jajka. Chałkę błogosławił ojciec na początku Szabatu, następnie łamal ją na czątki, maczał w soli i raczej rzucał, niż podawał świętującym. Miało to bowiem symbolizować pochodzenie chleba od Boga.

W czasie Szabatu spożywano trzy posiłki: wieczerzę szabatową w piątek, posiłek południowy i posiłek wieczorny w sobotę. Szabat kończył się 12 minut po zachodzie słońca. Pożegnanie Szabatu nazywa się Hawdala ( "różnica", "oddzielenie"), oddziela on bowiem czas świąteczny od powszedniego.  Zapalano hawdalowe świece - dwie cienkie, splecione świece symbolizowały świętość i powszedniość. Ostatni posiłek, zwany seuda szliszit był lekką przekąską, na którą składała się chała, śledzie i piwo. W czasie Szabatu było wiele pięknych rytuałów, ale nie będę tu o nich pisała, bo za bardzo bym się rozpisała. :-)

Chałkę, którą wypieka się na żydowski Nowy Rok, czyli na Rosz Haszana jest okrągła lub ma kształt korony. Jest symbolem pokoju, jedności i stworzenia świata.

Żydzi ukraińcy na Rosz Haszana pieką zaś chałki w kształcie spirali, a na Szabat w kształcie klucza.

Z kolei w Hiszpanii, Portugalii czy Afryce wypieka się raczej pitty czy placki, niż chałki.

Te wszystkie wiadomości zaczerpnęłam z dwóch interesujących książek. Jedna w całości poświęcona jest świętom żydowskim - "Święta i obyczaje żydowskie" autorstwa Ninel Kameraz-Kos wyd. Cyklady. Druga to "Wielka księga chleba" Lindy Collister wyd. Twój Styl i z tej właśnie książki pochodzi ten przepis.

Chałka

230 ml ciepłej wody

15 g świeżych drożdży

2 łyżki miodu

680 g pszennej mąki chlebowej

2 łyżeczki soli

85 g masła, roztopionego, schłodzonego

3 ubite średnie jajka

mąka do podsypywania

oliwa do posmarowania

1 żótko roztrzepane ze szczyptą soli

natłuszczona blacha

Do wody wkruszyć drożdże, dodac miód, mieszać.

Do miski wsypać mąkę, sól. Po środku zrobić dołek. Wlać zaczyn, masło, ubite jaja, wymieszać. Stopniowo zarabiać mąką, az powstanie luźne, ale odstające od ręki ciasto.

Wyjąć ciasto z miski i na stolnicy wyrabiać przez 10 minut. Przełożyć je do wymytej i lekko natłuszczonej miski, obrócić kilka razy, by całe pokryło się cienką warstwą tłuszczu. Przykryć ściereczką, zostawić na 1,5 godziny.

Wyrośnięte ciasto przebić w kilku miejscach, przykryć ściereczką i znów zostawić, tym razem na 45 minut.

Znów przebić, wyłożyć na stolnicę, wyrabiać przez minutę. Przykryć miską i zostawić na 5 minut.

Po tym czasie uformowac paski i je spleść (ja zrobiłam z 4 pasków, ale można i z 9).

Przełożyć chałkę na blachę. Przykryć i zostawić na 45 minut, aż podwoi objętość. Wtedy posmarować delikatnie żółtkiem i włożyć na 10 minut do piekarnika o temp. 220 stopni. Po dziesięciu minutach chałkę wyjąć, posmarować resztą żóltka i włożyć na 20 minut do piekarnika z nieco niższą temp. - 190 stopni. Studzić na kratce.

Można przechowywać ją przez 3 dni, a w zamrażalniku przez miesiąc.

piątek, 21 listopada 2008

Bardzo chciałam zdążyć zrobić coś z kuchni żydowskiej. Udało się :-) Upiekłam ciastka śmietankowe z książki Lee Gold "Żydowskie gotowanie". Autorka podała wiele ciekawych przepisów, wśród nich są receptury, które pochodzą od jej polskiej ciotki Broni. Ciocię Bronię z kolei nauczyła robić żydowskie potrawy jej mama, kiedy przebywały w warszawskim getcie. Nie chciałam wcale o niczym smutnym tu wspominać, ale taka jest historia tych ciastek. Dzięki tej nauce przetrwały w pamięci tej rodziny i są częścią rodzinnej tradycji kulinarnej.

Ciasteczka są bardzo smaczne, pięknie pachną, dzieciakom szalenie smakowały. Te, co udało mi się zachować zamknęłam w szklanym słoju, żeby starczyło ich na następne dni. Zrobiłam je większe, niż wg przepisu, bo zamiast 48 wyszło mi ich 17.

Ciastka śmietankowe

200 g pszennej mąki

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżka masła o temperaturze pokojowej

220 g cukru pudru (ja dałam zwykły cukier)

1 jajo

125 g 18% śmietany

1 łyżeczka esencji waniliowej

starta skórka cytryny

1/2 szklanki posiekanych migdałów

3 łyżki cukru pudru do posypania

Ubijam razem masło, jajko, cukier. Dokładnie. Dodaję śmietanę, wanilię i ubijam. Dodaję skórkę cytryny oraz makę z sodą, mieszam łyżką.

Stołową łyżką nakładam porcje ciasta na na pergamin. Posypuję je rozdrobnionymi migdałami oraz cukrem pudrem. Piekę na dwóch blachach w 180 stopniach przez ok. 15 minut. Zostawiam do ostygnięcia na kratce. Przechowuje się je w szczelnie zamkniętych pojemnikach.

środa, 19 listopada 2008

Dziś byliśmy w Muzeum Etnograficznym na wystawie „Cywilizacja chleba”. Oglądaliśmy Transylwanię z jej pejzażami, prace polowe, mielenie zboża i wypiek chleba tradycyjną metodą wg przepisu przekazywanego z dziada pradziada. Dwie stare kobiety pokazują (film) i opowiadają, jak w ich domu i domach sąsiadów robiono codziennie chleb. Zaczynano wyrabianie chleba wieczorem, a kończono następnego dnia, przed świtem, żeby rodzina mogła zjeść świeże, ciepłe pieczywo przed pracą. Aby upiec 10  bochenków chleba trzeba było ugotować 5 kg ziemniaków, a potem je rozgniatano. Ścierano na tarce 1,5 kg starego, sfermentowanego chleba (nie było drożdży) i moczyło się go w 6 litrach ciepłej wody. Wsypywało się do zaczynu kilka garści z 17 kilogramów pszennej mąki. Mieszano dokładnie, a następnego dnia do zaczynu dodawano resztę mąki, solono. Na każdy chleb wsypywano pięść soli. Potem trzeba było wszystko razem wymieszać, zagnieść, wyrobić, bić, żeby dostało się doń dużo powietrza. Kobiety rysowały na cieście znak krzyża i odprawiały zaklęcia. Przykrywały i zostawiały do wyrośnięcia. Formowały bochenki i znów pozwalały im rosnąć. Przygotowywały piec, nagrzewały go i czyściły. Piekły chleby na drewnie wierzbowym albo olchowym. Bochny piekły się przez dwie godziny, aż miały całkiem spaloną skórkę. Kobiety uderzały tępym narzędziem w chleb, by spalona skórka odpadła i zostawał im w rękach piękny, złocisty bochenek. Na innych chlebach zostawiały spaloną skórkę. Ona chroniła pieczywo przed starzeniem się. Ciekawe, prawda?

ok. 1930r.

http://www.etnobrasov.ro/civpane/painea/painea07.htm

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Tagi
TĘCZA SMAKÓW 2 Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery przepisy kulinarne
© Wszystkie zamieszczone materiały na tej stronie są moją własnością. Kopiowanie, powielanie bez mojej zgody jest zabronione.