sobota, 14 lutego 2009

Dziś byliśmy na urodzinach babci naszych dzieci. Już nie mamy sił iść na folkową imprezę, przebrania więc się dziś nie przydadzą. ;-) Peruki smutne zostaną w zamkniętych pudełkach, a my z Michałem odpoczywamy. Zaraz pójdę poczytać słodki, włoski kryminał. Nasze dzieci zaś bawią się w najlepsze. Przy ukochanej muzyce z "Upiora w operze", jedno w pidżamie, drugie w kiecce, z różowymi skrzydłami, w różowym wężu boa tańczą od 40 minut, drą się i u nich karnawał trwa w najlepsze. Gdyby nie one, to jednak bym wyszła poszaleć. Tak mnie zaraziły swoją radością i huczną zabawą. ;-))) A wracając do urodzin, na torcie postawiłam tę oszalałą grającą świeczkę, a tort upiekłam sama raz dwa z samego rana.

Makowy tort Jadzi

2 szklanki maku

250 g masła

2 szklanki cukru

8 jaj

2 cukry waniliowe

8 łyżek tartej bułki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

zapach migdałowy

rodzynki, orzechy nerkowca, płatki migdałowe

polewa:

6 łyżek wody

6 łyżek cukru pudru

4 łyżki kakao

2 łyżki masła

Mak zalewam zimną wodą i gotuję. Gdy woda zawrze, to gotuję jeszcze przez 10 minut. Na dużym cedzaku kładę gazę i odlewam mak. Studzę. Wyciskam potem z niego nadmiar wody. Mielę go dwukrotnie w maszynce.

Cukier ucieram z masłem. Dodaję 8 żółtek, ucieram. Dodaję cukry waniliowe, mak, bułkę tartą, proszek do pieczenia, zapach. Ucieram mikserem bardzo dokładnie.

Na końcu dodaję bakalie (dużą ich ilość, lepiej za dużo ich dać, niż za mało) i pianę ubitą z białek. Mieszam łyżką. Przekładam do tortownicy o średnicy 28 cm. Wcześniej nacieram ją masłem i obsypuję tartą bułką.

Ciasto wkładam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piekę przez ok. 50 minut.

Składniki na polewę wkładam do garnuszka, podgrzewam na małym ogniu cały czas mieszając. Gorącą polewę wylewam na ciepłe ciasto.

* Gdy ciasto ostygnie i nieco wyschnie można je przekroć i przełożyć jakimś kremem. Jednak wyśmienicie smakuje i w takiej najprostszej wersji - wilgotne i bakaliowe jest naprawdę pyszne.

21:44, krokodyll8 , Desery
Link Komentarze (5) »
piątek, 13 lutego 2009

Uzależniłam się już od domowego pieczywa. Lubię ten zapach, no i sam efekt. Wyrabianie ciasta też mnie cieszy. Reakcje bliskich również nie są mi obojętne. ;-))) Powoli dorastam do tego, by zrobić zakwas, ale póki co, to go nie mam i w tym tygodniu nie wezmę udziału we wspólnym weekendowym pieczeniu. Natomiast goszcząc u Atiny znalazłam kilka ciekawych przepisów na pieczywo i dzisiaj zrobiłam owsiane bułki. Są pyszne. Dzieci podeszły do nich ostrożnie, a potem prosiły o dokładki kanapek. Nam dorosłym podobały się od razu. Jeszcze zanim wyjęłam je z piekarnika. Będą u nas gościły nie raz. :-)

Bułki owsiane

1/2 szklanki płatków owsianych

2 łyżki miodu

1 łyżka masła

3/4 łyżeczki soli

1 szklanka wrzącej wody

2 czubate łyżeczki drożdży

3 łyżki letniej wody

3 łyżki zmielonego siemienia lnianego

1 1/2 szklanki mąki pszennej razowej

1 1/4 szklanki mąki pszennej chlebowej

dodatkowo:

jajko rozmieszane z łyżeczką wody

po łyżce sezamu, maku, płatków owsianych i siemienia lnianego

W dużej misce płatki, miód, masło i sól zalewam wrzątkiem. Dobrze mieszam i zostawiam, aż całkiem wystygnie.

Drożdże rozpuszczam w letniej wodzie i odstawiam na pięć minut.

Do miski z płatkami wlewam drożdże, wsypuję siemię i dokładnie wszystko mieszam. Na koniec dodaję mąki przesiewając. Mieszam. Przekładam ciasto na oprószony mąką blat i wyrabiam przez ok. 5 minut, aż będzie elastyczne, miękkie. Ciasto jest lekko klejące.

Przekładam je do lekko natłuszczonej miski i zostawiam przykryte wilgotną ściereczką przez niecałą godzinę, aż podwoi objętość.

Odgazowuję ciasto uderzając w nie dłonią i zostawiam na kilka minut na blacie. Potem je dzielę na 12 części. Formuję z nich bułeczki, układam na blasze, na pergaminie. Przykrywam i zostawiam na pół godziny.

Piekarnik nagrzewam do 200 stopni. Bułeczki smaruję jajkiem i posypuję mieszanką płatków, sezamu itp. Piekę przez ok. 15 minut. Studzę na kratce.

21:51, krokodyll8 , Bułeczki
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 lutego 2009

Bardzo lubimy ten dżem.

Dżem pomarańczowy

8 pomarańczy

4 cytryny

1700 g cukru

szklanka wody

kawałek świeżego imbiru

Owoce sparzam, obieram. Skórki wkładam do garnka z wodą i gotuję. Po zagotowaniu trzymam jeszcze przez chwilkę i wyłączam gaz. Odlewam wodę. Skórki studzę. Zdejmuję z nich białą gorzką część i wraz z cząstkami owoców, z których starałam się wyjąć wszystkie pestki miażdżę je blenderem.

Do dużego garnka wsypuję cukier, wlewam wodę, gotuję. Gdy cukier się rozpuści wrzucam zmiażdzoną masę i teraz gotuję, od czasu do czasu mieszając, aż masa odpowiednio zgęstnieje. Trzeba uważać, żeby nie przypalić. Lepiej zanim stanie się super gęsta wyłączyć ją i całkiem ostudzić, a potem znów doprowadzić do wrzenia. Za drugim razem podgrzewana masa zgęstnieje i nie trzeba czekać na "ten" moment. Wrzącą wkładam do słoików.

Dżem ten można zrobić z dodatkiem świeżego imbiru albo z dodatkiem gorzkiej czekolady.

21:48, krokodyll8 , Przetwory
Link Komentarze (19) »
środa, 11 lutego 2009

Pogoda niesamowicie senna. Musiałam więc ją przyprawić i zrobiłam curry.

Curry z kurczaka z żółtą masalą

3 łyżki oleju

duża cebula

2 duże pomidory z puszki

pierś kurczaka

sól

puszka mleka kokosowego niesłodzonego

masala:

1-2 całe doniczkowe bazylie

1/3 korzenia świeżego imbiru

5 ząbków czosnku

3-5, a można i więcej papryczek chilli

3 łyżeczki cynamonu

4 zmielone goździki

10 zmielonych ziarenek pieprzu

1 łyżeczka kurkumy

Cebulę drobno pokroiłam i wrzuciłam do średniego garnka, na rozgrzany tłuszcz. Podsmażałam bardzo długo. Potem wrzuciłam do niej pokrojone drobno pomidory. Smażyłam razem, aż wyparowała cała woda.

W tym czasie przygotowałam masalę. Bazylii urwałam wszystkie liście i wrzuciłam do wysokiej miski. Dodałam do ziół starty imbir, ząbki czosnku, pokrojone byle jak papryczki razem z nasionami i całość zmiksowałam. Zmieliłam pieprz, goździki, laskę cynamonu. Dodałam do miski. Wsypałam kurkumę. Wymieszałam. Dodałam do garnka. Podgrzewałam często mieszając. Jak już poczułam zapach masali, to dodałam pokrojone na drobne cząstki mięso kurczaka. Posoliłam. Kapnęłam ociupinę wody. Wymieszałam. Przykryłam garnek i gotowałam mięso, czasami mieszając, przez 20 minut. Na samym końcu wlałam mleko kokosowe, wymieszałam i wyłączyłam gaz. Podałam z ryżem patna.

* źródło - "Kuchnia żydowska" Clarissy Hyman wyd. Rosner & Wspólnicy

21:48, krokodyll8 , Obiady
Link Komentarze (7) »
wtorek, 10 lutego 2009

Zobaczyłam je u Majany i pożarłam je wzrokiem, ale to dla mnie było stanowczo za mało, więc musiałam je upiec. Dziś wylądowały na naszych talerzach i rozjaśniły poranek.

Bułki na śniadanie

3 szklanki mąki pszennej domowej typ 650

1 łyżka mąki ziemniaczanej

1 łyżka cukru

40g drożdży

1/2 szklanki wody

1/2 szklanki mleka

1 łyżeczka soli

1/3 szklanki oleju

Do posmarowania: roztrzepane jajko zmieszane z odrobiną mleka

Do posypania: sezam, mak itp.

Wieczorem:

Mąkę pszenną i ziemniaczaną przesiewam do miski.

Do małej miseczki kruszę drożdże i posypuję je cukrem, rozcieram łyżką. 

Do mąki dodaję sól, wodę, mleko, olej i rozpuszczone drożdże. Mieszam całość drewnianą łyżką. Wyjmuję ciasto na lekko oprószony mąką blat i wyrabiam przez ok. 5 minut, po czym przykrywam je miską i zostawiam na 5 minut.

Po tym czasie znów wyrabiam ciasto przez ok. 3 minuty i wkładam je do lekko naoliwionej miski. Przykrywam folią i chowam na noc do lodówki.

Rano:

Ciasto już wyrosło. Wykładam je na blat i dzielę na 12 części. Formuję z nich bułki*. Układam na pergaminie, na blasze. Przykrywam ściereczką i pozostawiam na 20 minut.

Piekarnik nagrzewam do 220 stopni.

Przed wstawieniem bułek do piekarnika, smaruję je jajkiem i mlekiem, posypuję makiem, sezamem itp.

Piekę przez ok. 20 minut.

*Bułeczki te zrobiła Atina i pokazała u siebie na blogu, jak nadać im ciekawy kształt.

Aha, a jak ktoś ma ochotę je zrobić na drugie śniadanie, to niech wie, że w temperaturze pokojowej (a nie lodówkowej) ciasto wyrasta w niecałą godzinę. Bułeczki są pyszne i zaczęłam je piec naokrągło. Polecam. ;-)

11:17, krokodyll8 , Bułeczki
Link Komentarze (13) »
niedziela, 08 lutego 2009

Obiad mieliśmy taki liczony na sztuki. Sztuki faszerowanej papryki. Wszystkie zniknęły. To byłaby za wielka sztuka, żeby się powstrzymać i nie zjeść ich wszystkich. ;-)

Papryka faszerowana tuńczykiem, kaparami i oliwkami

4  strąki świeżej czerwonej papryki

2 puszki tuńczyka w sosie własnym

sporo zielonych oliwek

sporo kaparów

4 łyżki oliwy

4 łyżki serka ziołowego Almette lub innego o zbliżonym smaku

pieprz

sól

odrobina masła

2 łyżki tartej bułki

Papryki po wymyciu przekrawam na połówki, oczyszczam i lekko solę.

Tuńczyka odsączam i wrzucam do miski. Dodaję do niego oliwki, kapary, serek ziołowy, 3 łyżki oliwy, pieprz. Miksuję. Farsz wkładam do połówek papryk. Wierzch posypuję tartą bułką i kładę wiórki masła.

Naczynie/naczynia żaroodporne smaruję łyżką oliwy. Układam papryki. Wkładam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekę przez 40 minut.

22:31, krokodyll8 , Przekąski
Link Komentarze (4) »

Miałam dziś ochotę na mocno czekoladowy deser. Potrzebowałam sporej dawki krzepkiej czekolady. Nie miałam nic przeciwko temu, żeby to była nawet kaloryczna bomba. Aż tak bombiasto nie wyszło, za to pysznie. W środku czekolada jak ciągutka,  wilgotna, a jednocześnie chrupka dzięki dodatkowi orzechów. Na wierzchu ciastka zaś chrupiąca skorupka. Upojny zapach i bardzo intensywny czekoladowy smak. Połączenie różnych konsystencji oraz smaku orzechowego z czekoladowym. Wspaniała na ciepło, ale jeszcze wspanialsza na zimno, także następnego dnia. To mój ulubiony przepis na brownies, do którego lubię wracać, by upoić się czekoladą. 

Brownies w papilotkach

200 g pszennej mąki domowej

520 g cukru

2 łyżeczki cukru waniliowego

5 dużych jaj

310 g masła

1/3 łyżeczki proszku do pieczenia

10 łyżek holenderskiego kakao

100 g orzechów włoskich, nerkowców

Ubijam jajka, kakao, proszek, cukier waniliowy i masło.

Dodaję kolejno: cukier, potem makę, na końcu orzechy. Na tym etapie mieszam ciasto łyżką.

Wkładam do papilotek prawie po sam czubek (17 muffinek) i piekę w 180 stopniach przez ok. 30 minut.

Rozkręcił mnie coś ten weekend piekarski. ;-) Chlebek Mirabelki już się kończy, zasmakował bowiem wszystkim i rodzina zjadła więcej kanapek, niż kiedykolwiek. ;-) Nie miałam najmniejszej ochoty iść do sklepu po chleb na niedzielę, bo się rozpaskudziliśmy. Mam jedyną książkę o chlebie (no, nie jedyną, ale te dwie inne w ogóle sie nie liczą, bo nie wychodzi z nich smaczne pieczywo) autorstwa Lindy Collister, a wydaną przez wyd. Twój Styl. Zaczęłam się do niej przymierzać. ;-) Kiedyś upiekłam pyszną chałę z jej przepisu, a teraz postanowiłam zrobić najprostszy chleb. Zamiast mąki pszennej chlebowej dałam orkiszową. Chleb jest prosty do zrobienia, bardzo smaczny, ale w sensie, że zwykły. Oczywiście o niebo lepszy, niż sklepowe. Następnym razem wrzucę do niego kminek czy inne zioła, bo dodadzą mu uroku. Autorka podpowiada, że z tego ciasta można zamiast chleba zrobić bułki. Co kto chce. ;-)

Chleb podstawowy

680 g pszennej mąki chlebowej

15 g soli morskiej

15 g świeżych drożdży

430 g zimnej wody

mąka do posypania

podłużna forma posmarowana olejem roślinnym (a jeszcze lepiej rozpuszczonym masłem, podobno masło nie wsiąka w chleb)

Do dużej miski wsypuję makę przesiewając przez sito. Dodaję sól, mieszam, robię duży dołek.

Drożdże kruszę do małej miseczki, dolewam wodę, mieszam. Wodę z drożdżami wlewam do mąki, dosypuję do cieczy trochę mąki z brzegów, żeby nabrała konsystencji śmietany. Wierzch prószę też mąką z brzegu po to, żeby nie powstał na wierzchu rozczynu kożuch. Zostawiam na 15-20 minut przykryte wilgotną ściereczką.

Po tym czasie dodaję do rozczynu reztę mąki z brzegu miski, ale powolutku, i mieszam, formuję kulę. Ma nie być za miękka i ma odchodzić od brzegów naczynia. W razie czego odpowiednio należy - dolać ociupinę wody lub wsypać troszkę mąki. U mnie nie było takiej konieczności. Następnie wyjmuję tę kulę na stół delikatnie obsypany mąką i rozciągam ciasto do siebie i zwijam je z powrotem w kulę. Przekręcam o 90 stopni i znów rozciągam i zwijam. Czynność tę powtarzam kilkakrotnie, a potem wyrabiam ciasto. Razem pastwię się nad nim przez ok. 10 minut.

Po wyrobieniu, kulę ciasta wkładam do lekko natłuszczonej miski, przykrywam wilgotną ściereczką i zostawiam na ok. 2 godziny. Ma podwoić objętość. U mnie była wyrośnięta po ok. godzinie. Przebiłam wtedy kulę ciasta (uderzyłam pięścią), złożyłam i wyjęłam na lekko obsypany mąką stół. Uformowałam palcami placek o długości jaką ma forma. Zwinęłam go w ciasny rulon. Krótkie boki ciasta podwinęłam nieco pod spód bochenka. Włożyłam do natłuszczonej formy. Przykryłam wilgotną ściereczką. Zostawiłam na ok. godzinę, aż wyrosło.

Piec w tym czasie zdążyłam nagrzać do temperatury 230 stopni. Wyrośniety bochenek z wierzchu leciutko oprószyłam mąką. Włożyłam do piekarnika. Po 15 minutach temperaturę zmniejszyłam do 200 stopni i piekłam jeszcze przez 30 minut.

00:59, krokodyll8 , Chleby
Link Komentarze (8) »
sobota, 07 lutego 2009

W tym tygodniu gospodynią Weekendowej Piekarni była Mirabelka. Dzięki jej przepisowi, w domu mamy chlebek pachnący kminkiem, z pyszną chrupiącą skórką, smaczny bardzo. Trochę się kruszy, ale naprawdę trochę i na podjadanie w czasie wolnych dni w niczym to nam nie przeszkadza. Smakuje wybornie. Musiałam co prawda pozamieniać mąki, nie z powodu twórczego podejścia do przepisu, tylko z braku innych. Zamiast żytniej razowej dałam żytnią chlebową, a zamiast pszennej orkiszową i nie żałuję. Mają wspaniały smak. Tuż po wyjęciu z pieca środek chleba był wilgotny i myślałam, że to ja coś zepsułam, źle wyrabiając ciasto, ale wilgoć wyparowała i wszystko gra, także wizualnie. Jestem wdzięczna za przepis, bo chlebek bardzo nam wszystkim smakuje, a jego robienie było dla mnie ogromnym relaksem.

Chleb pszenno (orkiszowo ;-) - żytni

Namaczanka (ok. 400 g):
170 g mąka żytnia razowa (u mnie- żytnia chlebowa)
55 g mąka pszenna razowa (u mnie pszenna chlebowa)
0,5 łyżeczki soli
ok. 170 g jogurtu lub maślanki

Przygotowanie namaczanki: Wymieszałam wszystkie składniki, aż do powstania jednolitej kuli ciasta. Przykryłam miskę folią i odstawiłam na 12-24 godzin.

Zaczyn drożdżowy (biga) (ok. 370 g):
225 g mąka pszenna chlebowa o dużej zawartości białka (u mnie orkiszowa)
1/4 łyżeczki drożdży instant (dałam dwa razy więcej świeżych drożdży)
140 g letniej wody

Przygotowanie zaczynu: Składniki zaczynu wymieszałam do połączenia i odłożyłam na 5 minut. Po tym czasie wyrobiłam ciasto,  przykryłam folią i schowałam do lodówki. Musi w niej ono posiedzieć minimum 6-8 godzin. Wyjęłam na 2 godziny przed dodaniem do chleba. Bigę można przechowywać w lodówce do 3 dni.

Ciasto właściwe (ok. 825 g):
400 g namoczone składniki jw.
370 g cały zaczyn jw.
30 g mąka żytnia razowa (u mnie żytnia chlebowa)
0,5 łyżeczki soli
2 i 1/4 łyżeczki drożdży instant (dałam dwa razy więcej świeżych drożdży)
1, 5 łyżeczki melasy
1 łyżeczka brązowego cukru
1 łyżka oleju
1 łyżka kminku, ja go zmieliłam

Przygotowanie: Zaczyn i namaczankę rozdrobniłam w palcach, dodałam resztę składników i wyrobiłam ciasto. Było zwarte, choć trochę lepkie. Ciasto włożyłam do miski nasmarowanej olejem i odstawiłam na ok. 1 godzinę do podwojenia objętości. Odgazowałam, uformowałam chlebek, włożyłam go do średniej keksówki nasmarowanej oliwą i obsypanej mąką. Odstawiłam do rośnięcia na ok. godzinę. Piekarnik nagrzałam do 220 stopni. Naparowałam piekarnik przed włożeniem chlebka. Włożyłam bochenek i obniżyłam temperaturę do 180 stopni. Piekłam ok. 40-50 minut, w połowie pieczenia obracając chlebek o 180 stopni, żeby się równomiernie przypiekł.



17:11, krokodyll8 , Chleby
Link Komentarze (6) »
piątek, 06 lutego 2009

Szykowałam się, żeby je zrobić któregoś dnia. Bardzo spodobało mi się  zdjęcie magdalenek u Dorotus. Miodowe ciasteczka i filiżanka herbaty. Podziałało na moją wyobraźnię. :-) W planie miałam je na dzisiaj, ale dziś Dorotus podała przepis Liski na magdalenki czekoladowe. I takie właśnie upiekłam. Są smaczne, ale bez cudów. Może się spodziewałam nieba w gębie? ;-)  Dzieci, no dzieci są zachwycone, mówią, że są "superowe". Dla mnie forma przewyższa treść. ;-)

Magdalenki czekoladowe

70 g mąki (dokładnie tyle, nie jest za mało ;-))

30 g holenderskiego kakao

1 łyżeczka proszku do pieczenia

3 jaja

100 g brązowego cukru

1 łyżka ekstraktu z wanilii

1 łyżka cukru waniliowego

40 g masła, rozpuszczonego, ostudzonego

Makę, kakao i proszek przesiałam przez sitko, wymieszałam.

Jaja, cukry i ekstrakt zmiksowałam, aż powstała puszysta masa. Dodałam do nich sypkie składniki, a na końcu rozpuszczone masło. Wymieszałam b. dokładnie i przelałam do silikonowych foremek, 2/3 wysokości. Inne foremki trzeba natłuścić.

Wstawiłam do piecyka nagrzanego do 220 stopni i po pięciu minutach obniżyłam do 200 stopni. Razem piekłam przez 10 minut.

| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
TĘCZA SMAKÓW 2 Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery przepisy kulinarne
© Wszystkie zamieszczone materiały na tej stronie są moją własnością. Kopiowanie, powielanie bez mojej zgody jest zabronione.