wtorek, 10 lutego 2009

Zobaczyłam je u Majany i pożarłam je wzrokiem, ale to dla mnie było stanowczo za mało, więc musiałam je upiec. Dziś wylądowały na naszych talerzach i rozjaśniły poranek.

Bułki na śniadanie

3 szklanki mąki pszennej domowej typ 650

1 łyżka mąki ziemniaczanej

1 łyżka cukru

40g drożdży

1/2 szklanki wody

1/2 szklanki mleka

1 łyżeczka soli

1/3 szklanki oleju

Do posmarowania: roztrzepane jajko zmieszane z odrobiną mleka

Do posypania: sezam, mak itp.

Wieczorem:

Mąkę pszenną i ziemniaczaną przesiewam do miski.

Do małej miseczki kruszę drożdże i posypuję je cukrem, rozcieram łyżką. 

Do mąki dodaję sól, wodę, mleko, olej i rozpuszczone drożdże. Mieszam całość drewnianą łyżką. Wyjmuję ciasto na lekko oprószony mąką blat i wyrabiam przez ok. 5 minut, po czym przykrywam je miską i zostawiam na 5 minut.

Po tym czasie znów wyrabiam ciasto przez ok. 3 minuty i wkładam je do lekko naoliwionej miski. Przykrywam folią i chowam na noc do lodówki.

Rano:

Ciasto już wyrosło. Wykładam je na blat i dzielę na 12 części. Formuję z nich bułki*. Układam na pergaminie, na blasze. Przykrywam ściereczką i pozostawiam na 20 minut.

Piekarnik nagrzewam do 220 stopni.

Przed wstawieniem bułek do piekarnika, smaruję je jajkiem i mlekiem, posypuję makiem, sezamem itp.

Piekę przez ok. 20 minut.

*Bułeczki te zrobiła Atina i pokazała u siebie na blogu, jak nadać im ciekawy kształt.

Aha, a jak ktoś ma ochotę je zrobić na drugie śniadanie, to niech wie, że w temperaturze pokojowej (a nie lodówkowej) ciasto wyrasta w niecałą godzinę. Bułeczki są pyszne i zaczęłam je piec naokrągło. Polecam. ;-)

11:17, krokodyll8 , Bułeczki
Link Komentarze (13) »
niedziela, 08 lutego 2009

Obiad mieliśmy taki liczony na sztuki. Sztuki faszerowanej papryki. Wszystkie zniknęły. To byłaby za wielka sztuka, żeby się powstrzymać i nie zjeść ich wszystkich. ;-)

Papryka faszerowana tuńczykiem, kaparami i oliwkami

4  strąki świeżej czerwonej papryki

2 puszki tuńczyka w sosie własnym

sporo zielonych oliwek

sporo kaparów

4 łyżki oliwy

4 łyżki serka ziołowego Almette lub innego o zbliżonym smaku

pieprz

sól

odrobina masła

2 łyżki tartej bułki

Papryki po wymyciu przekrawam na połówki, oczyszczam i lekko solę.

Tuńczyka odsączam i wrzucam do miski. Dodaję do niego oliwki, kapary, serek ziołowy, 3 łyżki oliwy, pieprz. Miksuję. Farsz wkładam do połówek papryk. Wierzch posypuję tartą bułką i kładę wiórki masła.

Naczynie/naczynia żaroodporne smaruję łyżką oliwy. Układam papryki. Wkładam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piekę przez 40 minut.

22:31, krokodyll8 , Przekąski
Link Komentarze (4) »

Miałam dziś ochotę na mocno czekoladowy deser. Potrzebowałam sporej dawki krzepkiej czekolady. Nie miałam nic przeciwko temu, żeby to była nawet kaloryczna bomba. Aż tak bombiasto nie wyszło, za to pysznie. W środku czekolada jak ciągutka,  wilgotna, a jednocześnie chrupka dzięki dodatkowi orzechów. Na wierzchu ciastka zaś chrupiąca skorupka. Upojny zapach i bardzo intensywny czekoladowy smak. Połączenie różnych konsystencji oraz smaku orzechowego z czekoladowym. Wspaniała na ciepło, ale jeszcze wspanialsza na zimno, także następnego dnia. To mój ulubiony przepis na brownies, do którego lubię wracać, by upoić się czekoladą. 

Brownies w papilotkach

200 g pszennej mąki domowej

520 g cukru

2 łyżeczki cukru waniliowego

5 dużych jaj

310 g masła

1/3 łyżeczki proszku do pieczenia

10 łyżek holenderskiego kakao

100 g orzechów włoskich, nerkowców

Ubijam jajka, kakao, proszek, cukier waniliowy i masło.

Dodaję kolejno: cukier, potem makę, na końcu orzechy. Na tym etapie mieszam ciasto łyżką.

Wkładam do papilotek prawie po sam czubek (17 muffinek) i piekę w 180 stopniach przez ok. 30 minut.

Rozkręcił mnie coś ten weekend piekarski. ;-) Chlebek Mirabelki już się kończy, zasmakował bowiem wszystkim i rodzina zjadła więcej kanapek, niż kiedykolwiek. ;-) Nie miałam najmniejszej ochoty iść do sklepu po chleb na niedzielę, bo się rozpaskudziliśmy. Mam jedyną książkę o chlebie (no, nie jedyną, ale te dwie inne w ogóle sie nie liczą, bo nie wychodzi z nich smaczne pieczywo) autorstwa Lindy Collister, a wydaną przez wyd. Twój Styl. Zaczęłam się do niej przymierzać. ;-) Kiedyś upiekłam pyszną chałę z jej przepisu, a teraz postanowiłam zrobić najprostszy chleb. Zamiast mąki pszennej chlebowej dałam orkiszową. Chleb jest prosty do zrobienia, bardzo smaczny, ale w sensie, że zwykły. Oczywiście o niebo lepszy, niż sklepowe. Następnym razem wrzucę do niego kminek czy inne zioła, bo dodadzą mu uroku. Autorka podpowiada, że z tego ciasta można zamiast chleba zrobić bułki. Co kto chce. ;-)

Chleb podstawowy

680 g pszennej mąki chlebowej

15 g soli morskiej

15 g świeżych drożdży

430 g zimnej wody

mąka do posypania

podłużna forma posmarowana olejem roślinnym (a jeszcze lepiej rozpuszczonym masłem, podobno masło nie wsiąka w chleb)

Do dużej miski wsypuję makę przesiewając przez sito. Dodaję sól, mieszam, robię duży dołek.

Drożdże kruszę do małej miseczki, dolewam wodę, mieszam. Wodę z drożdżami wlewam do mąki, dosypuję do cieczy trochę mąki z brzegów, żeby nabrała konsystencji śmietany. Wierzch prószę też mąką z brzegu po to, żeby nie powstał na wierzchu rozczynu kożuch. Zostawiam na 15-20 minut przykryte wilgotną ściereczką.

Po tym czasie dodaję do rozczynu reztę mąki z brzegu miski, ale powolutku, i mieszam, formuję kulę. Ma nie być za miękka i ma odchodzić od brzegów naczynia. W razie czego odpowiednio należy - dolać ociupinę wody lub wsypać troszkę mąki. U mnie nie było takiej konieczności. Następnie wyjmuję tę kulę na stół delikatnie obsypany mąką i rozciągam ciasto do siebie i zwijam je z powrotem w kulę. Przekręcam o 90 stopni i znów rozciągam i zwijam. Czynność tę powtarzam kilkakrotnie, a potem wyrabiam ciasto. Razem pastwię się nad nim przez ok. 10 minut.

Po wyrobieniu, kulę ciasta wkładam do lekko natłuszczonej miski, przykrywam wilgotną ściereczką i zostawiam na ok. 2 godziny. Ma podwoić objętość. U mnie była wyrośnięta po ok. godzinie. Przebiłam wtedy kulę ciasta (uderzyłam pięścią), złożyłam i wyjęłam na lekko obsypany mąką stół. Uformowałam palcami placek o długości jaką ma forma. Zwinęłam go w ciasny rulon. Krótkie boki ciasta podwinęłam nieco pod spód bochenka. Włożyłam do natłuszczonej formy. Przykryłam wilgotną ściereczką. Zostawiłam na ok. godzinę, aż wyrosło.

Piec w tym czasie zdążyłam nagrzać do temperatury 230 stopni. Wyrośniety bochenek z wierzchu leciutko oprószyłam mąką. Włożyłam do piekarnika. Po 15 minutach temperaturę zmniejszyłam do 200 stopni i piekłam jeszcze przez 30 minut.

00:59, krokodyll8 , Chleby
Link Komentarze (8) »
sobota, 07 lutego 2009

W tym tygodniu gospodynią Weekendowej Piekarni była Mirabelka. Dzięki jej przepisowi, w domu mamy chlebek pachnący kminkiem, z pyszną chrupiącą skórką, smaczny bardzo. Trochę się kruszy, ale naprawdę trochę i na podjadanie w czasie wolnych dni w niczym to nam nie przeszkadza. Smakuje wybornie. Musiałam co prawda pozamieniać mąki, nie z powodu twórczego podejścia do przepisu, tylko z braku innych. Zamiast żytniej razowej dałam żytnią chlebową, a zamiast pszennej orkiszową i nie żałuję. Mają wspaniały smak. Tuż po wyjęciu z pieca środek chleba był wilgotny i myślałam, że to ja coś zepsułam, źle wyrabiając ciasto, ale wilgoć wyparowała i wszystko gra, także wizualnie. Jestem wdzięczna za przepis, bo chlebek bardzo nam wszystkim smakuje, a jego robienie było dla mnie ogromnym relaksem.

Chleb pszenno (orkiszowo ;-) - żytni

Namaczanka (ok. 400 g):
170 g mąka żytnia razowa (u mnie- żytnia chlebowa)
55 g mąka pszenna razowa (u mnie pszenna chlebowa)
0,5 łyżeczki soli
ok. 170 g jogurtu lub maślanki

Przygotowanie namaczanki: Wymieszałam wszystkie składniki, aż do powstania jednolitej kuli ciasta. Przykryłam miskę folią i odstawiłam na 12-24 godzin.

Zaczyn drożdżowy (biga) (ok. 370 g):
225 g mąka pszenna chlebowa o dużej zawartości białka (u mnie orkiszowa)
1/4 łyżeczki drożdży instant (dałam dwa razy więcej świeżych drożdży)
140 g letniej wody

Przygotowanie zaczynu: Składniki zaczynu wymieszałam do połączenia i odłożyłam na 5 minut. Po tym czasie wyrobiłam ciasto,  przykryłam folią i schowałam do lodówki. Musi w niej ono posiedzieć minimum 6-8 godzin. Wyjęłam na 2 godziny przed dodaniem do chleba. Bigę można przechowywać w lodówce do 3 dni.

Ciasto właściwe (ok. 825 g):
400 g namoczone składniki jw.
370 g cały zaczyn jw.
30 g mąka żytnia razowa (u mnie żytnia chlebowa)
0,5 łyżeczki soli
2 i 1/4 łyżeczki drożdży instant (dałam dwa razy więcej świeżych drożdży)
1, 5 łyżeczki melasy
1 łyżeczka brązowego cukru
1 łyżka oleju
1 łyżka kminku, ja go zmieliłam

Przygotowanie: Zaczyn i namaczankę rozdrobniłam w palcach, dodałam resztę składników i wyrobiłam ciasto. Było zwarte, choć trochę lepkie. Ciasto włożyłam do miski nasmarowanej olejem i odstawiłam na ok. 1 godzinę do podwojenia objętości. Odgazowałam, uformowałam chlebek, włożyłam go do średniej keksówki nasmarowanej oliwą i obsypanej mąką. Odstawiłam do rośnięcia na ok. godzinę. Piekarnik nagrzałam do 220 stopni. Naparowałam piekarnik przed włożeniem chlebka. Włożyłam bochenek i obniżyłam temperaturę do 180 stopni. Piekłam ok. 40-50 minut, w połowie pieczenia obracając chlebek o 180 stopni, żeby się równomiernie przypiekł.



17:11, krokodyll8 , Chleby
Link Komentarze (6) »
piątek, 06 lutego 2009

Szykowałam się, żeby je zrobić któregoś dnia. Bardzo spodobało mi się  zdjęcie magdalenek u Dorotus. Miodowe ciasteczka i filiżanka herbaty. Podziałało na moją wyobraźnię. :-) W planie miałam je na dzisiaj, ale dziś Dorotus podała przepis Liski na magdalenki czekoladowe. I takie właśnie upiekłam. Są smaczne, ale bez cudów. Może się spodziewałam nieba w gębie? ;-)  Dzieci, no dzieci są zachwycone, mówią, że są "superowe". Dla mnie forma przewyższa treść. ;-)

Magdalenki czekoladowe

70 g mąki (dokładnie tyle, nie jest za mało ;-))

30 g holenderskiego kakao

1 łyżeczka proszku do pieczenia

3 jaja

100 g brązowego cukru

1 łyżka ekstraktu z wanilii

1 łyżka cukru waniliowego

40 g masła, rozpuszczonego, ostudzonego

Makę, kakao i proszek przesiałam przez sitko, wymieszałam.

Jaja, cukry i ekstrakt zmiksowałam, aż powstała puszysta masa. Dodałam do nich sypkie składniki, a na końcu rozpuszczone masło. Wymieszałam b. dokładnie i przelałam do silikonowych foremek, 2/3 wysokości. Inne foremki trzeba natłuścić.

Wstawiłam do piecyka nagrzanego do 220 stopni i po pięciu minutach obniżyłam do 200 stopni. Razem piekłam przez 10 minut.

poniedziałek, 02 lutego 2009

To nasze danie na złe dni. Na dni, gdy brakuje nam kasy albo czasu, czy siły. Gdy chorujemy i gdy jest nam smutno. Stawia na nogi. Często ratowało nam życie w czasie grypy, bo nie wymaga wielu zabiegów przy robieniu, można być nieprzytomnym, gdy się to wszystko miesza i podgrzewa. A jak karmi! :-)) Poza tym jest to danie, które świetnie wychodzi mojemu mężowi i to on dziś je robił dla mnie, dla nas. To miłe. :-) On zresztą ten sos dopracował wychodząc z wiedzy, że sos robi się z pomidorów, czosnku i gałki. Wymyślił, jakie smaki połączy, w jakich proporcjach i dosmacza go goździkami, bo tak lubi. Jest tam wiele zdrowych składników: czosnek, cebula, bazylia, parmezan, pomidory. Dzięki talerzowi tego spaghetti odzyskujemy siłę i dobry nastrój. Kojarzy nam się z naszym domem. Były tygodnie, gdy nie mieliśmy czasu, by zrobić coś innego. :-))) Dzieci go uwielbiają. Ja też. :-))

Spaghetti Michała

1 cebula

3 ząbki czosnku

kapary, sporo

2 koncentraty pomidorowe Valfrutta

1 pulpa pomidorowa Valfrutta

2 duże puszki pomidorów Valfrutta

sos sojowy

sporo goździków

gałka muszkatołowa

ocet balsamiczny

sól

trochę cukru

bazylia

parmezan do posypania

makaron spaghetti, czasem świderki

olej z pestek winogron lub oliwa

Drobno szatkuje cebulę i podsmaża na rozgrzanej oliwie, w garnku. Dodaje kapary i chwilę podsmaża. Następnie dodaje pulpę, koncentraty i pomidory, cukier, ocet balsamiczny, sos sojowy. Podgrzewa przez jakiś czas. Dodaje mielone goździki, gałkę, zmiażdzony czosnek utarty z solą. Dalej podgrzewa. Wsypuje poszatkowaną bazylię.

Sos nalewa na ugotowany al dente w osolonej wodzie makaron.

Posypuje parmezanem i listkami bazylii.

19:33, krokodyll8 , Obiady
Link Komentarze (11) »
niedziela, 01 lutego 2009

Taak, nie da się ukryć, że jestem dziś wściekła, wściekła, wściekła. Gdy się zrobiła już dość późna godzina, w szewskiej pasji zrobiłam włoską sałatkę, którą miałam owszem zrobić, ale z przyjemnością i wczoraj wieczorem. Zmieszałam fasolę z tuńczykiem, białą cebulą, pomidorami z puszki, liśćmi rukoli. Oblałam to sosem z soku cytryny, miodu wrzosowego, czosnku i oliwy z oliwek. Posoliłam. Nie wiem, czy będzie mi smakowała, jak się przegryzie. Mam ochotę gryźć i nie wiem, kiedy mi przejdzie. ;-)

16:25, krokodyll8 , Przekąski
Link Komentarze (9) »
sobota, 31 stycznia 2009

Miło jest oglądać książkę Nigelli. Jest to prawie tak samo przyjemne, jak samo gotowanie. Na dzisiejszy obiad znalazłam dla nas przepis prawie cały zielony. :-) Po wędrówce po puszczy, gdzie było biało i sypał śnieg, zima trwała w swej pełni, miło było usiąść przed zielonym talerzem. Prosty obiad, ale bardzo smaczny. Rano pokroiłam i zbiłam mięso, pokroiłam ogórki i koper oraz przygotowałam szybko sos do brokułów, a po powrocie wszystko poszło sprawnie i faktycznie ekspresowo udało mi się podać obiad. :-)

P.S. Obiad bardzo smaczny, ale nie do odgrzewania następnego dnia. Posiłek z gatunku jednodziennych. ;-)

Filet z indyka z anchois oraz brokuły w musztardowo-kaparowym sosie

10 filecików anchois

4 kotlety z indyka

2 łyżki wermutu

2 ogórki konserwowe

koper

Kotlety tłukę  tak, żeby były jak najcieńsze.

Na patelni rozgrzewam oliwę, dodaję anchois i mieszam, aż  fileciki się rozpadną i wtedy na patelni układam kotlety i starannie obsmażam z obu stron.

W tym czasie kroję w kostkę ogórki, siekam koper.

Gotowe mięso przekładam na ciepły talerz, a na patelnię wsypuję ogórki i wlewam wermut. Przez minutę redukuję płyn.

Kawałki indyka na talerzach polewam sosem, i posypuję koperkiem.

Brokuły w sosie kaparowym

brokuły

sól

80 g masła

2 łyżeczki musztardy dijon

sok z 1/2 cytryny

4 łyżki kaparów

Brokuły dzielę na różyczki i gotuję na parze albo w osolonym wrzątku.

W tym czasie na patelni na średnim ogniu rozgrzewam masło, musztardę i sok cytryny. Gdy masło się rozpuści, wyłączam ogień, składniki mieszam trzepaczką. Na końcu dodaję kapary, mieszam. Ugotowane al dente brokuły polewam sosem.

Do tego obiadu bardzo dobrze pasuje ryż basmati, który zdąży się ugotować w międzyczasie.

18:11, krokodyll8 , Mięsa
Link Komentarze (8) »
piątek, 30 stycznia 2009

Tym razem ja też postanowiłam wziąć udział w Weekendowej Piekarni. Gospodarzem w tym tygodniu jest Zawsze Polka. Upiekłam pyszne bułeczki z przepisu, który podała u siebie na blogu. Nie wszystkie wyszły zgrabne, bo nie umiem nadawać im tych pięknych, bułczanych kształtów. Są pulchne, miękkie, pachnące, smakowite. Warte tego, by poświęcić im swój czas. :-) Nie miałam, co prawda brandy, tylko szkocką whisky, no i nie miałam tłustej śmietany, o której mowa w przepisie, to dodałam do 30% śmietany 2 łyżki masła. Piekły się też moje bułki o wiele szybciej, bo już po 20 minutach były ciemne, jak brąz. Najważniejsze, że się udały i że nam smakują. :-)

Słodkie bułeczki z brandy (hm, u mnie z whisky)

zaczyn

125 g pełnotłustego mleka

1,5 łyżeczki pokruszonych świeżych drożdży

50 g drobnego cukru

150 g mąki pszennej chlebowej

50 g śmietany o zawartości 48% tłuszczu (dałam 30% i 2 łyżki miękkiego masła)

ciasto właściwe

350 g mąki pszennej chlebowej

1,5 łyżeczki soli

100 g miękkiego masła

1 jajo

50 g brandy/whisky

cały zaczyn

trochę brandy/whisky i cukier do ozdobienia bułeczek

Robię zaczyn. Składniki zaczynu mieszam w misce, przykrywam i zostawiam na pół godziny.

W drugiej misce mieszam mąkę, sól, dodaję masło i całość ubijam, aż masło łączy się z mąką w grudki.

Do zaczynu dodaję alkohol i jajo, mieszam i całość przekładam do miski z maką. Mieszam do połączenia składników i zostawiam na 10 minut pod przykryciem.

Po 10 minutach ciasto wyjmuję na lekko naoliwiony blat i wyrabiam przez 15 sekund po czym przekładam z powrotem do miski i zostawiam na kolejne 10 minut. Robię to jeszcze trzy razy w ten sposób, na koniec odgazowuję ciasto, czyli rozumiem, że w nie uderzam i składam je. Zostawiam teraz do rośnięcia na 1,5 godziny.

Po tym czasie lekko je rozciągam i dzielę na 12 części (80 g każda). Formuję 12 bułeczek i układam je na blasze wyłożonej pergaminem i zostawiam do rośnięcia w chłodnym miejscu (15-18 stopni) na ok. 1,5-2 godziny.

Piekarnik nagrzewam do 200 stopni. Każdą bułeczkę smaruję alkoholem i posypuję cukrem, ja posypałam jasnym brązowym.

Piekę na środkowej półce i w przepisie jest mowa, że po 15 minutach należy obniżyć temperaturę do 180 stopni i piec jeszcze ok. 10-15 minut. U mnie to trwało krócej.

Po wyjęciu z piekarnika bułki studzę na kratce.

20:53, krokodyll8 , Bułeczki
Link Komentarze (14) »
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi
TĘCZA SMAKÓW 2 Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery przepisy kulinarne
© Wszystkie zamieszczone materiały na tej stronie są moją własnością. Kopiowanie, powielanie bez mojej zgody jest zabronione.