poniedziałek, 24 listopada 2008

Dostałam piękne foremki do babeczek i chciałam je wykorzystać. Ponieważ u dzieci panują nastroje minorowe, bo pogoda i ranne wstawanie tak działają zasmucająco, wiedziałam, że to będą babeczki czekoladowe. Przepis na nie znalazłam w pysznej książce Ewy Aszkiewicz "Domowe wypieki" wyd. Publicat.

Babeczki są bardzo smaczne i pięknie pachną czekoladą i skórkami pomarańczy.

Babeczki czekoladowe

7 żółtek

1/2 szklanki cukru pudru + 1 łyżka

120 g czekolady gorzkiej lub deserowej

1 i 1/2 szklanki mąki pszennej tortowej

40 g drożdży

1/2 szklanki mleka

3-4 łyżki domowej skórki pomarańczowej

1/2 laski wanilii

Drożdze rozpuściłam w letnim mleku i dodałam łyżkę cukru pudru oraz łyżkę mąki, wymieszałam. Zostawiłam do wyrośnięcia przykryte ściereczką.

Czekoladę drobniutko posiekałam (można zetrzeć na tarce). Żółtka z cukrem pudrem utarłam na kogel mogel, dodałam czekoladę i utłuczoną w moździerzu wanilię (ja do takich celów używam elektrycznego młynka do kawy), zmiksowałam. Dodałam wyrośnięty rozczyn, następnie mąkę, cały czas miksując na najwolniejszych obrotach.

Dodałam skórki pomarańczy. Wymieszałam łyżką. Nałożyłam do silikonowych foremek (inne smaruje się tłuszczem). Gdy urosły wstawiłam do piecyka nagrzanego do 180 stopni i piekłam ok. 25-30 minut.

Można je polać czekoladą.

Tagi: czekolada
23:43, krokodyll8 , Ciastka
Link Komentarze (7) »

Przepis ten znalazłam na stronie Edysi. http://przystole.blox.pl/2008/02/Kotleciki-rybne.html Szukałam czegoś rybnego, co  zasmakowałoby także dzieciom i to jest właśnie taki pomysł na to, żeby na talerzu było smacznie i wesoło. Przepis smaczny i szybki do zrobienia.

Kulki rybne

60 dkg filetów z mintaja

1 marchewka

2 cebule

1 kajzerka namoczona w mleku

pęczek szczypiorku

jajo

sól

pieprz ziołowy albo biały

bułka tarta

olej

Zagotowuję dwa litry wody. Wrzucam do niej obraną marchewkę przeciętą wzdłuż na pół. Dodaję kostkę rosołową i gotuję przez 10 minut. Po tym czasie wkładam filety i obrane cebule. Cebule gotuję przez 2-4 minuty, a rybę przez 10 minut.

Kajzerkę moczę w mleku.

Wyłowioną cebulę kroję drobno. Odcedzoną rybę miksuję. Łączę rybę z cebulą, dosypuję drobno pokrojony szczypiorek, dodaję jajo, przyprawy, odciśniętą kajzerkę. Mieszam wszystko dokładnie i formuję okrągłe kotleciki. Każdy obtaczam w bułce tartej i smażę na rozgrzanym tłuszczu.

23:09, krokodyll8 , Ryby
Link Komentarze (3) »
sobota, 22 listopada 2008

Chciałam jeszcze zrobic lasagne z macy albo pizzę na macy, ale nie zdążyłam. Na co innego mieliśmy zresztą chęć. Natomiast wieczorem zabrałam się za pieczenie chałki. :-) Może zbyt późnym wieczorem. ;-))

Chała znaczy po hebrajsku "ofiara". Znana jest od 380 r. p.n.e. W tych odległych czasach Żydzi swoim kapłanom składali w ofierze bochenki upieczone w piątkowy poranek. Do ich upieczenia używali drobno zmielonej mąki. Po zburzeniu Świątyni w 70 r. n.e. Żydzi zaczęli piec małe chlebki. Święcili je w swych domach i  przypalali kawałeczek ciasta na pamiątkę tego wydarzenia. Chały plecione, czasami z 12 pasków pojawiły się u Żydów środkowoeuropejskich w średniowieczu. Na co dzień jedli gorzkawe, ciemne pieczywo, a chały ptrzygotowywali na Szabat.

Na Święto Szabat (święto na cześć Boga Stworzyciela, na cześć Przymierza) kupowano rzeczy najsmaczniejsze. Stół nakrywano najlepszym obrusem. Na stole stawiano dwie świece, wino, kładziono dwie chałki (lub dwa chleby) przykryte ozdobną serwetą. Świece symbolizowały sacrum i profanum, chałki podwójną porcję manny,jaką Żydzi otrzymywali od Stwórcy w każdy piątek podczas swej wędrówki przez pustynię. Serweta miała przypominać rosę, która pokrywała mannę. W Szabat nikt nie mógł być głodny. Nawet jeśli komuś nie dopisywał apetyt, to musiał zjeść kawałek chałki, czy chleba, wielkości kurzego jajka. Chałkę błogosławił ojciec na początku Szabatu, następnie łamal ją na czątki, maczał w soli i raczej rzucał, niż podawał świętującym. Miało to bowiem symbolizować pochodzenie chleba od Boga.

W czasie Szabatu spożywano trzy posiłki: wieczerzę szabatową w piątek, posiłek południowy i posiłek wieczorny w sobotę. Szabat kończył się 12 minut po zachodzie słońca. Pożegnanie Szabatu nazywa się Hawdala ( "różnica", "oddzielenie"), oddziela on bowiem czas świąteczny od powszedniego.  Zapalano hawdalowe świece - dwie cienkie, splecione świece symbolizowały świętość i powszedniość. Ostatni posiłek, zwany seuda szliszit był lekką przekąską, na którą składała się chała, śledzie i piwo. W czasie Szabatu było wiele pięknych rytuałów, ale nie będę tu o nich pisała, bo za bardzo bym się rozpisała. :-)

Chałkę, którą wypieka się na żydowski Nowy Rok, czyli na Rosz Haszana jest okrągła lub ma kształt korony. Jest symbolem pokoju, jedności i stworzenia świata.

Żydzi ukraińcy na Rosz Haszana pieką zaś chałki w kształcie spirali, a na Szabat w kształcie klucza.

Z kolei w Hiszpanii, Portugalii czy Afryce wypieka się raczej pitty czy placki, niż chałki.

Te wszystkie wiadomości zaczerpnęłam z dwóch interesujących książek. Jedna w całości poświęcona jest świętom żydowskim - "Święta i obyczaje żydowskie" autorstwa Ninel Kameraz-Kos wyd. Cyklady. Druga to "Wielka księga chleba" Lindy Collister wyd. Twój Styl i z tej właśnie książki pochodzi ten przepis.

Chałka

230 ml ciepłej wody

15 g świeżych drożdży

2 łyżki miodu

680 g pszennej mąki chlebowej

2 łyżeczki soli

85 g masła, roztopionego, schłodzonego

3 ubite średnie jajka

mąka do podsypywania

oliwa do posmarowania

1 żótko roztrzepane ze szczyptą soli

natłuszczona blacha

Do wody wkruszyć drożdże, dodac miód, mieszać.

Do miski wsypać mąkę, sól. Po środku zrobić dołek. Wlać zaczyn, masło, ubite jaja, wymieszać. Stopniowo zarabiać mąką, az powstanie luźne, ale odstające od ręki ciasto.

Wyjąć ciasto z miski i na stolnicy wyrabiać przez 10 minut. Przełożyć je do wymytej i lekko natłuszczonej miski, obrócić kilka razy, by całe pokryło się cienką warstwą tłuszczu. Przykryć ściereczką, zostawić na 1,5 godziny.

Wyrośnięte ciasto przebić w kilku miejscach, przykryć ściereczką i znów zostawić, tym razem na 45 minut.

Znów przebić, wyłożyć na stolnicę, wyrabiać przez minutę. Przykryć miską i zostawić na 5 minut.

Po tym czasie uformowac paski i je spleść (ja zrobiłam z 4 pasków, ale można i z 9).

Przełożyć chałkę na blachę. Przykryć i zostawić na 45 minut, aż podwoi objętość. Wtedy posmarować delikatnie żółtkiem i włożyć na 10 minut do piekarnika o temp. 220 stopni. Po dziesięciu minutach chałkę wyjąć, posmarować resztą żóltka i włożyć na 20 minut do piekarnika z nieco niższą temp. - 190 stopni. Studzić na kratce.

Można przechowywać ją przez 3 dni, a w zamrażalniku przez miesiąc.

piątek, 21 listopada 2008

Bardzo chciałam zdążyć zrobić coś z kuchni żydowskiej. Udało się :-) Upiekłam ciastka śmietankowe z książki Lee Gold "Żydowskie gotowanie". Autorka podała wiele ciekawych przepisów, wśród nich są receptury, które pochodzą od jej polskiej ciotki Broni. Ciocię Bronię z kolei nauczyła robić żydowskie potrawy jej mama, kiedy przebywały w warszawskim getcie. Nie chciałam wcale o niczym smutnym tu wspominać, ale taka jest historia tych ciastek. Dzięki tej nauce przetrwały w pamięci tej rodziny i są częścią rodzinnej tradycji kulinarnej.

Ciasteczka są bardzo smaczne, pięknie pachną, dzieciakom szalenie smakowały. Te, co udało mi się zachować zamknęłam w szklanym słoju, żeby starczyło ich na następne dni. Zrobiłam je większe, niż wg przepisu, bo zamiast 48 wyszło mi ich 17.

Ciastka śmietankowe

200 g pszennej mąki

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżka masła o temperaturze pokojowej

220 g cukru pudru (ja dałam zwykły cukier)

1 jajo

125 g 18% śmietany

1 łyżeczka esencji waniliowej

starta skórka cytryny

1/2 szklanki posiekanych migdałów

3 łyżki cukru pudru do posypania

Ubijam razem masło, jajko, cukier. Dokładnie. Dodaję śmietanę, wanilię i ubijam. Dodaję skórkę cytryny oraz makę z sodą, mieszam łyżką.

Stołową łyżką nakładam porcje ciasta na na pergamin. Posypuję je rozdrobnionymi migdałami oraz cukrem pudrem. Piekę na dwóch blachach w 180 stopniach przez ok. 15 minut. Zostawiam do ostygnięcia na kratce. Przechowuje się je w szczelnie zamkniętych pojemnikach.

środa, 19 listopada 2008

Dziś byliśmy w Muzeum Etnograficznym na wystawie „Cywilizacja chleba”. Oglądaliśmy Transylwanię z jej pejzażami, prace polowe, mielenie zboża i wypiek chleba tradycyjną metodą wg przepisu przekazywanego z dziada pradziada. Dwie stare kobiety pokazują (film) i opowiadają, jak w ich domu i domach sąsiadów robiono codziennie chleb. Zaczynano wyrabianie chleba wieczorem, a kończono następnego dnia, przed świtem, żeby rodzina mogła zjeść świeże, ciepłe pieczywo przed pracą. Aby upiec 10  bochenków chleba trzeba było ugotować 5 kg ziemniaków, a potem je rozgniatano. Ścierano na tarce 1,5 kg starego, sfermentowanego chleba (nie było drożdży) i moczyło się go w 6 litrach ciepłej wody. Wsypywało się do zaczynu kilka garści z 17 kilogramów pszennej mąki. Mieszano dokładnie, a następnego dnia do zaczynu dodawano resztę mąki, solono. Na każdy chleb wsypywano pięść soli. Potem trzeba było wszystko razem wymieszać, zagnieść, wyrobić, bić, żeby dostało się doń dużo powietrza. Kobiety rysowały na cieście znak krzyża i odprawiały zaklęcia. Przykrywały i zostawiały do wyrośnięcia. Formowały bochenki i znów pozwalały im rosnąć. Przygotowywały piec, nagrzewały go i czyściły. Piekły chleby na drewnie wierzbowym albo olchowym. Bochny piekły się przez dwie godziny, aż miały całkiem spaloną skórkę. Kobiety uderzały tępym narzędziem w chleb, by spalona skórka odpadła i zostawał im w rękach piękny, złocisty bochenek. Na innych chlebach zostawiały spaloną skórkę. Ona chroniła pieczywo przed starzeniem się. Ciekawe, prawda?

ok. 1930r.

http://www.etnobrasov.ro/civpane/painea/painea07.htm

wtorek, 18 listopada 2008

Wczoraj robiłam nudne, choć zdrowe, kotlety sojowe. Robię je raz w roku i udaję, że się przy tym nie nudzę. ;-) Natomiast tarty bardzo lubię i przygotowywać i zjadać.


Tarta z brokułami

ciasto:

1 i 1/3 szklanki pszennej mąki

1/3 kostki masła

5 łyżek letniej wody

1 łyżka oliwy

sól

farsz:

200 ml 18% śmietany

25 dkg parmezanu lub jak nie mamy, to używamy innego, żółtego sera, ale parmezan jest najsmaczniejszy

5 jaj

a poza tym, to co lubimy, ja dodaję:

500 g brokuł

2 spore papryki ramiro 

sól, ząbek czosnku, pieprz, sporo gałki muszkatołowej, przyprawa do ciemnych sosów Darów Natury

Wsypuję do miski mąkę. Wkrawam do niej zimne masło. Jak całość ma konsystencję bułki tartej, to dolewam wodę i oliwę, solę, zagniatam. Kulę wyrobionego ciasta chowam w folię i wkładam na godzinę do lodówki.

Brokuł dzielę na różyczki i gotuję ok. 5-7 minut w osolonym wrzątku. Odcedzam.

Jajka wbijam do miseczki, mieszam.

Otwieram pudełko ze śmietaną i wsypuję do niej sól, pieprz, resztę przypraw, wrzucam zmiażdżony czosnek, mieszam.

Nagrzewam piec do 180 stopni.

Formę o średnicy 28 cm smaruję masłem i nakładam na nią ciasto, na dno i na brzegi, rozprowadzam je dłonią. Zapiekam ok. 10 minut. Ma nie być lśniące i śliskie, kiedy będę na nie nakładała składniki.

Po podpieczeniu ciasta, wyjmuję je z pieca i nakładam warstwę z połowy startego sera. Na serze kładę różyczki brokuła, paski papryki. Całość posypuję resztą sera. Na wierzch wylewam śmietanę wymieszaną z jajami. Zapiekam ok. 30 minut.

Tarta dobra jest na ciepło, na zimno.

Henri Cartier Bresson, to wspaniały fotograf. Kilka dni temu byłam na jego wystawie "Europejczycy" w warszawskiej Królikarni.

Abruzzo


sobota, 15 listopada 2008

Dziś obiad był pełen wynalazków. My właśnie lubimy takie jedzenie, ale zastanawiałam się, jak to przyjmie starsze pokolenie. A starsze pokolenie młode duchem i młode apetytem.;-))

Drugie danie było szpinakowe. Wrzucam przepis i znikam, żeby sobie poczytać "Gottland", moją zaległą lekturę. :-)

Makaron ze szpinakiem i suszonymi pomidorami

1 kg świeżego szpinaku

ząbek czosnku

papryczka chili

słoik suszonych pomidorów

150 - 200 g parmezanu

włoski makaron świderki

oliwa

Szpinak myję, pozbawiam go łodyżek. Kroję, ale nie drobno. Czosnek miażdżę. Chili kroję na malutkie kawałeczki. Suszone pomidory wyjmuję z zalewy, kroję na duże kawałki. Parmezan ścieram na tarce.

Gotuję makaron al dente w osolonym wrzątku. Odcedzam. Nie hartuję go zimną wodą.

W wielkim garnku podgrzewam oliwę, wrzucam chili i szpinak, smażę. Szpinak się kurczy i wtedy dodaję czosnek i suszone pomidory. Szybko mieszam, podgrzewam i wsypuję ugotowany makaron. Mieszam wszystko razem i wyłączam. Na talerzu posypuję dużą ilością sera. Wszystkie składniki się łączą i tworzą spójną całość. Świetnie smakuje.

Dzisiaj przychodzą do nas na obiad dziadkowie dzieci. Ponieważ orzechowy tydzień jeszcze się nie skończył, pomyślałam, że miło będzie zrobić coś orzechowego. I nie chciałam, żeby to były słodycze. Obiad mam gotowy, ale jest jeszcze czas przystawek. :-)

Zrobiłam dip, ten co wczoraj, z orzechami i pleśniowym serem, bo nam smakował i może spodoba się rodzicom. Ponieważ miałam trochę orzechów nerkowca zdecydowałam, że zrobię pasztet, a do niego krwisty sos. ;-)

I takie właśnie będą przystawki: pikantny pasztet z orzechów, grzybów i serów z sosem z czerwonego wina oraz dip.

Deser jednak też zrobiłam nowy, bo odkryłam, że przejrzały mi banany. Zdobyły czarny kolor skórki. ;-) Pogniotłam je widelcem i użyłam do wykonania ciasta bananowo-orzechowego.

Pikantny pasztet z orzechów, grzybów i serów

2 ziemniaki

1 i 1/2 szklanki orzechów nerkowca

1 cebula

3 ząbki czosnku

2 czubate szklanki pieczarek pokrojonych w kostkę

suszona bazylia, oregano, tymianek

2 łyżeczki papryki

4 jaja

3 łyżki masła

1/2 szklanki twarożkowego, śmietankowego sera (użyłam Bachy)

1/2 szklanki startego Grana Padano

sól

dużo pieprzu

Ziemniaki obieram i kroję w kostkę. Gotuję ok. 10 minut w osolonym wrzątku. Wyławiam je i gniotę na talerzyku widelcem na puch.

Orzechy kroję drobno. W Ikei kilka lat temu kupiłam przyrząd do krojenia cebuli, który fantastycznie nadaje się także do rozdrabniania ziół, orzechów, grzybów itd. Cebulę i grzyby też drobno kroję. Wrzucam je do miski. Czosnek miażdżę i dołączam do składników w misce.

Rozpuszczam na wielkiej patelni 3 łyżki masła. Na rozgrzany tłuszcz wrzucam zawartość miski. Przesmażam przez ok. 5 minut dokładnie mieszając. Zdejmuję z ognia. Dodaję jajka, sery, ziemniaki, zioła, przyprawy. Mieszam i na chwilkę stawiam na ogień.

Formę do pieczenia wykładam pergaminem. Wlewam masę. Wstawiam do piecyka ogrzanego do 190 stopni. Piekę przez godzinę.

Pasztet jest pyszny zarówno na ciepło, jak i na zimno. Pachnie wspaniale.

Ciasto to pięknie pachnie bananami, ma ciekawy, charakterystyczny smak. Jest bardzo dobre, ale najlepsze jest następnego dnia po zrobieniu i następnego i następnego. No coż, to jeden z tych smakołyków, które uroku nabierają wraz z czasem. 

Zamiast bananów można użyć do niego jabłek albo cukinii. Banany dodawane do niego muszą być bardzo dojrzałe, wtedy dopiero ciasto rozwinie cały swój smak i piękny bananowy zapach.;-)

Ciasto z bananów i orzechów

110 g białego cukru

110 g brązowego cukru

110 ml oleju

2 jaja

3 czarne ;-) banany

260 g mąki pszennej tortowej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

150 g orzechów włoskich oraz rodzynek, proporcje dowolne

Miksuję cukry z olejem. Dodaję jajka, ubijam razem. Mąkę mieszam z proszkiem i połowę mieszanki ;-) dosypuję do miski. Miksuję.

Banany rozgniatam widelcem i dodaję do masy. Wsypuję resztę mąki i miksuję dłużej, aż uzyskuję gładkie ciasto.

Na koniec dosypuję orzechy i rodzynki. Mieszam łyżką. Przekładam do keksówki. Piekę w 160 stopniach, aż boki ciasta zaczną lekko odstawać od formy. Środek ciasta będzie miał podłużne pęknięcie.

To ciasto smakuje na zimno. I im jest starsze, tym jest lepsze w smaku.

12:56, krokodyll8 , Desery
Link Komentarze (4) »
| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi
TĘCZA SMAKÓW 2 Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery przepisy kulinarne
© Wszystkie zamieszczone materiały na tej stronie są moją własnością. Kopiowanie, powielanie bez mojej zgody jest zabronione.