Ciastka

niedziela, 12 marca 2017
Dałam córce jedno z ciastek, które upiekłam.
- Z czego ono jest?!
- Z kakao, orzechów, cukru. 
- Wegańskie, błe. Mogłabyś do niego dodać trochę masła i mleka, byłoby smaczniejsze. 
- Dałam mleko roślinne.
- Średnio smakuje. 
Po chwili:
- Zjadłaś już ciastko do końca?
- Zjadłam.
- No, to powiem ci z czego ono było.
- ?!
- Z czerwonej fasoli, ha ha ha.
- Już nigdy od ciebie nic nie zjem!



Ciastka na ciepło smakowały nam średnio. Ostudzone smakują świetnie. Takie brownie z gorzkiej czekolady. Ale o dziwo smakują i tym, którzy za gorzką czekoladą nie przepadają. Myślę, że nikt z próbujących nie zgadnie że ich częścią składową jest czerwona fasola. :-) Jeśli lubicie mocno czekoladowe brownie, to uważam, że warto spróbować je upiec. :-) 

Ciastka ok. 25 szt.

3 szklanki czerwonej fasoli, czyli np. dwie 400 g puszki czerwonej fasoli Bonduelle, jak nie chce się wam samym gotować
7 łyżek masła orzechowego, oczywiście bez cukru i bez soli
6 łyżek kakao
2 łyżki zmielonego siemienia lnianego, ja mielę w mikserze do miksowania owoców na smoothie
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki mleka roślinnego, u mnie ryżowe migdałowo-orzechowe
kilka łyżek cukru l. ksylitolu do smaku, próbujcie jaka ilość wam odpowiada,
po upieczeniu ciastka będą mniej słodkie niż surowa masa
migdały i nerkowce do posypania

Fasolę odcedzam, blenduję razem z kakao i proszkiem. Dodaję masło i mleko i blenduję dalej. Dosypuję stopniowo cukier do osiągnięcia takiej słodkości, jaka mi odpowiada. Dodaję siemię, cały czas blenduję. Zblendowaną masę odstawiam na 10 minut, żeby siemię wchłonęło nadmiar wody.

Łyżką nakładam ciasto na pergamin ułożony na blasze. Placki rozsmarowuję tak, żeby były okrągłe. Posypuję posiekanymi migdałami i nerkowcami.

Piekę przez ok. 25 minut w 180 stopniach. Studzę na kratce. 

* źródło - ervegan.com
niedziela, 06 listopada 2016

Warsztaty przygotowywania wagashi - tradycyjnych słodyczy japońskich, poprowadzone przez panią Chieko Seino i jej koleżankę, również Japonkę w restauracji koreańskiej Onggi, to była niesamowita przygoda. :-) Placuszki z fasolką adzuki. Jesienne chryzantemy również mocno fasolowe. I super glut z paproci z nadzieniem z fasoli z herbatą matcha. Placuszki dorayaki (nazwa ich pochodzi od dory - gongu, spójrzcie na ich kształt) robiliśmy od A do Z. No, nie do końca, bo nadzienie z fasolki też na nas czekało (6 części ugotowanej fasolki adzuki zblendowanej z 4 częściami cukru). Chryzantemy robiliśmy już z przygotowanej różnokolorowej masy. Panie wykonały półprodukty w Japonii, z sobie znanych japońskich składników. Glut powstawał na naszych oczach m.in z podgrzewanego proszku z paproci, wody i cukru. 

Pokażę Wam słodycze, które wykonaliśmy na tych zajęciach, a na końcu podzielę się przepisem na dorayaki.


 

Te ciasteczka powstały z gotowej masy w różnych kolorach, przygotowanej wcześniej przez Japonki. Z żółtej masy formowaliśmy okrągły placuszek, w czasie jego formowania nakładaliśmy na środek białą masę, tak że w efekcie powstawał placuszek w dwóch kolorach. Faszerowaliśmy go czarnym farszem, tworząc z placuszka kształt kuli, w której ten farsz się chował (uwaga! pyzy ;-)). Kulę spłaszczaliśmy dłonią i przy pomocy drewienka, a następnie patyczka rzeźbiliśmy kształt chryzantemy. Środek kwiatka powstawał poprzez nałożenie żółtej masy na końcówkę rzeźbionego patyczka i po przyciśnięciu jej tym patyczkiem tworzył się delikatny wzór.  Na samym końcu naklejaliśmy listek. 

 
 
 
 
 

Ciastko z zieloną herbatą matcha

 


 

Do garnka trzeba wlać wodę, wsypać cukier i proszek z paproci, zagotować mieszając. W efekcie powstaje glut, który wrzucamy do herbaty matcha. Urywamy po kawałku ciepłego gluta, formujemy z niego placuszek i faszerujemy masą fasolową, tworzymy kształt kuli, którą obtaczamy w matcha. 

 
 
 
 

Dorayaki (2 szt.)

 

50 g mąki
40 g cukru
7 g sody
5 g płynnego miodu
1 jajo
opcjonalnie odrobina mirin

Farsz: 40% ugotowanej fasolki adzuki i 60% cukru

Fasolkę moczymy przez noc. Gotujemy w wodzie zbierając osad wytworzony na wierzchu. Zbieramy go po to, by fasolka nie miała gorzkiego smaku. Po gotowaniu przez kilka minut fasolkę odcedzamy, płuczemy i ponownie wsypujemy do garnka, zalewamy wodą i gotujemy już teraz przez kilka godzin, aż zrobi się miękka. Znów ją odcedzamy, wsypujemy do garnka, dodajemy cukier i trochę wody, gotujemy mieszając, zbieramy osad, po 10 minutach kończymy gotowanie, masa powinna być już gotowa. Nie musimy gotować jej z cukrem. Możemy ją zblendować wraz z nim gdy już jest miękka. 

Jajo ubijamy trzepaczką, dodajemy cukier i miód, sodę rozpuszczoną w wodzie, ciągle delikatnie, powoli mieszamy, nie napowietrzamy, żeby placki po usmażeniu były jednolicie brązowe a nie w esy floresy, jakie są na naleśnikach.

Patelnię smarujemy olejem i na rozgrzaną kładziemy okrągłe placuszki o średnicy ok. 8 cm. Przykrywamy. Jak zaczną być widoczne bąbelki powietrza, to trzymamy je jeszcze przez krótki moment i za chwilę przewracamy na drugą stronę, już nie przykrywamy patelni. 

 
 

Gotowe układamy na kratce parami. Nakładamy farsz na placek, kładziemy na nim drugi placek i dociskamy brzegi. Farszu ma być tyle, by nie wyciekał.

 
 

Na końcu przystawiamy stempelek rozgrzany nad ogniem. 

 
 
 
 
 
niedziela, 07 lutego 2016
Przepis na te łakocie zaczerpnęłam z książki o kuchni żydowskiej. Przypominają włoskie ciastka korzenne, które w Jerozolimie piecze się z okazji Wielkanocy i Bożego Narodzenia. Zrobiłam je z lukrem, i uważam, że o ten lukier za dużo w nich szczęścia. Jak będę je piekła ponownie, to już ich nie ustroję lukrem i kandyzowanymi skórkami, bo dla mnie to za dużo słodkości naraz. :-)



Korzenne ciasteczka

125 g rodzynek
2 łyżki rumu, u mnie pyszna nalewka od Ani
240 g mąki
1/2 łyżki dobrego kakao
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru
1/2 łyżeczki ziela angielskiego
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki soli
150 g gorzkiej czekolady startej na grubych oczkach
125 g masła w temperaturze pokojowej
125 g drobnego cukru
wanilia
łyżeczka otartej skórki cytryny
1 małe jajo
1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczy

Namoczyłam rodzynki w alkoholu przez 10 minut.
Wymieszałam mąkę, kakao, proszek, przyprawy, czekoladę.

Do miski miksera włożyłam masło, cukier, wanilię, skórki cytrusów. Ubiłam przez krótką chwilę. Dodałam jajo, znów chwilę miksowałam. Dodałam suche składniki, rodzynki wraz z alkoholem w którym się moczyły. Wymieszałam.

Ciasto ręcznie wyrobiłam. Podzieliłam je na 50 g kawałki. Z kawałków zrobiłam kulki, które spłaszczyłam i ułożyłam na pergaminie na blachach. Na godzinę wstawiłam blachy do lodówki.

Piekłam ciastka w 180 stopniach przez ok. 15 minut. Studziłam na kratce. Kwestię o robieniu lukru i polewaniu nich ciastek omijam, bo tę część przepisu uważam za przesłodzoną, więc zbędną.

*źródło - "Jerozolima" Yotam Ottolenghi, Sami Tamimi





sobota, 06 lutego 2016
Kilka lat temu były bardzo modne w Izraelu. Można je było kupić w każdej kawiarni, piekarni, a i w domach wszyscy je piekli. Apetyt na nie do dziś dnia nie wygasł, skoro wciąż się wraca do przepisów na nie i się nimi dzieli. Są bardzo łatwe do przygotowania i smaczne. Moje w wersji bez migdała, podobno niektórzy lubią  wcisnąć go jako swoje ostatnie trzy grosze. :-) 



Ciasteczka chałwowe

150 g drobnego cukru
150 g miękkiego masła
110 g białej pasty tahini
wanilia
25 ml śmietany kremówki
270 g mąki
łyżeczka cynamonu

Cukier ucieram z masłem przez minute, potem dodaję tahini, wanilię, kremówkę i miksuję. Na koniec wsypuje mąkę i cynamon. Zagniatam. Robię 20 gramowe kulki, które spłaszczam widelcem. Piekę w 200 stopniach przez ok. kwadrans. 


* źródło: Źródło "Jerozolima" Yotam Ottolenghi, Sami Tamimi
czwartek, 28 lutego 2013

Bardzo lubię świeże daktyle. Podjadam je zamiast kostek czekolady albo faszeruję serem kozim lub bryndzą ze szczypiorkiem i chilli i wtedy są radosną przekąską.  Doskonale też smakują podane w omlecie (przepis od kolegi, niedługo zrobię), no i oczywiście idealnie się nadają do słodzenia różnych sałatek, przystawek czy po prostu deserów.


   pycha daktyle


   kura Lucyna, zadbana, szczęśliwa, pilnowała sprzedaży jajek


Daktyle, jak zwykle kupiłam od Persa, na Le Targu. Jajka, których użyłam do przygotowania babek pochodzą od szczęśliwej kury Lucyny.
Ciastka z niewielkiej ilości składników powstały błyskawicznie. :-)

Babeczki czekoladowo-daktylowe

300 gr masła

300 gr świeżych daktyli (waga bez pestek)

120 gr holenderskiego kakao

180 gr mąki pszennej

1-2 łyżeczki proszku do pieczenia

200 gr trzcinowego cukru

6 średnich jajek

1 łyżka cukru wymieszanego ze startym ziarnem tonki

Masło i daktyle wrzuciłam do rondelka. W czasie, gdy rozpuszczałam masło na ogniu, daktyle rozdrobniłam widelcem. Odstawiłam do ostudzenia.

Wymieszałam suche składniki (makę przesiałam). W drugiej misce ubiłam jaja z łyżką cukru i startą tonką. Dodałam do nich ostudzone masło z daktylami. Wymieszałam. Wsypałam suche składniki, znów wymieszałam i jednolitą masę przelałam do foremek. Piekłam je przez ok. 25 minut w 160 stopniach. Ostudziłam w piekarniku.  

źródło przepisu -"Nakarm mnie" Bill Granger, wyd. Muza SA

00:12, krokodyll8 , Ciastka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 lutego 2012

Maamul (maamoul, menena), jest to najstarszy do dziś istniejący rodzaj ciastek. Wypieka się je na całym Bliskim Wschodzie i występują one w bardzo wielu wersjach, zarówno jeśli chodzi o ciasto, jak i o nadzienie. Przygotowuje sie je na różne okazje, a uroczy kształt uzyskuje dzięki drewnianym foremkom w kształcie łyżki. W Syrii  do wyciskania oryginalnych kształtów używa się także specjalnych szczypiec. Można oczywiście poradzić sobie i bez foremki zdobiąc ciastka przy pomocy widelca. Ja jednak czekałam na ten pierwszy raz do czasu, aż zdobyłam swoją pierwszą foremkę. :-)
Lubimy te ciasteczka, bo mają cudowny kształt i wspaniale smakują. Robienie ich jest bardzo miłą zabawą. Jak raz się spróbuje, to ma się ochotę robić następne i następne, zmieniać im farsze, wymyślać coraz to nowe wersje. Przede mną ta droga dopiero się otwiera. Zachęcam do tej miłej zabawy w lepienie ciasteczek w wielkiej łyżce.
Potrzebną do nich semolinę (nie radzę jej zastępować krupczatką, bo choć też się udadzą, to smak nie będzie odpowiedni), a także foremkę można kupić w sklepie www.arabskie.pl

Maamul / ok. 23 ciasteczek

400 g drobno mielonej semoliny (nie należy jej zastępować ani krupczatką ani kaszą manną)

50 g cukru pudru

1 łyżka wody z kwiatów pomarańczy

125 g masła

110 ml mleka

1/4 łyżeczki sody

ew. cukier puder do posypania

farsz: ok. 200 g świeżych daktyli (waga bez pestek), posiekane orzechy włoskie l. pistacje niesolone, domowa kandyzowana skórka pomarańczowa, imbir, cynamon, łyżka wody z kwiatów pomarańczy, cukier puder.

Mieszam mąkę z cukrem i wodą. Wlewam do niej rozpuszczone, pieniące się masło, mieszam. Mleko podgrzewam prawie do wrzenia, zdejmuję z ognia, wsypuję do niego sodę, łączę, wlewam do mąki, wszystko razem mieszam. Ciasto delikatnie wyrabiam, przykrywam folią i odstawiam na kilka godzin.

Z ciasta formuję kulki. Po kolei układam je w łyżce formując placki do których wkładam nadzienie i wierzch ciastek zlepiam. Jest to b. proste do wykonania.

Ciasteczka układam na pergaminie i piekę w 160 stopniach przez ok. pół godziny.

Po ostudzeniu można je posypać cukrem pudrem.

Uwaga! W przypadku grubszej semoliny musiałam użyć więcej masła, dodałm go już podczas zagniatania, w temp. pokojowej. I dodałam łyżkę śmietany. Nie trzymałam później tego ciasta długo. Z łyżki korzystalam tylko, by zachować tę samą wielkość ciastek, natomiast formowałam je ręcznie, ciastka ozdobiłam przy pomocy tłuczka. Wyszły bardzo smaczne, z cienką ścianką ciasta.

* przepis z "Kuchni żydowskiej" autorstwa Clarissy Hyman z moimi małymi zmianami

(II Festiwal kuchni arabskiej-ZAPROSZENIE
niedziela, 15 stycznia 2012

Miałam przyjemność gościć u mojej koleżanki razem z kilkoma paniami i sześcioletnią dziewczynką. W kolorowych fartuchach przywiezionych przez naszą gospodynię z różnych zakątków świata, które w jakiś sposób stały się jej bliskie, robiłyśmy faworki, karnawałowe róże i bezę Pavlovej z pozostalych po zrobieniu ciasta na chrusty białek. Za oknami prószył śnieg, bo pogoda bardzo zadbała o karnawałowy nastrój. A my po porannej kawie i wspólnej rozmowie zabrałyśmy się za wyrabianie ciasta. Wyrzucałyśmy z siebie złe emocje z całej siły uderzając w ciasto wałkiem, by miało więcej pęcherzyków powietrza. Wałkowałyśmy je, ale w tej czynności zastępowała nas czasem maszyna. Wycinałyśmy kółka i paski, plotłyśmy kokardki lub składałyśmy z kółek surowego ciasta pyszne kwiatki. Zrobiłyśmy chrust z różnych gatunków mąk. Także z mąki orkiszowej razowej. W czasie, gdy smażyłysmy kolejne porcje faworków w piekarniku piekła się czekoladowa beza. Po pysznym lunczu przypominającym minioną jesień, bo była nim grzybowa tarta, bardzo niedługo nadeszła pora deseru. Upieczoną bezę pokryła wartwa bitej śmietany i owoców, próbowałyśmy także świeżo zrobionych faworków i róż. Kuchnia była oprószona cukrem pudrem, a za oknami cieszył widok białych brzóz i padającego śniegu. Zimowa aura. Pyszne smaki. Niesamowita atmosfera. Cudowna gościna. I pudełka słodyczy przywiezione do domu, dla bliskich.

  faworki były robione z samych żółtek, trzeba więc było jakoś zagospodarować pozostawione białka, stąd tort Pavlova

Faworki

450 g mąki

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

110 g żółtek

250 ml gęstej śmietany 30%, lekko kwaśnej

ok. 4 kostek smalcu

ok. 200 g cukru pudru

ok. 50 g cukru waniliowego (zwykły cukier zmieszany z ziarenkami wanilii)

25 ml spirytusu

Przesianą mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia, żółtkami, śmietaną i spirytusem. Wyrabiamy na elastyczną masę. Następnie miksujemy ciasto końcówką do miksera przeznaczoną do wyrabiania ciężkich ciast. Trwa to ok. kwadransa. Po wyrobieniu zbijamy ciasto wałkiem, wiele razy i bardzo mocno, po każdej serii uderzeń ciasto trzykrotnie składając. Ciasto rozcięte na połowę powinno mieć dużo pęcherzyków powietrza. Gotowe ciasto zawijamy w folię i chowamy na godzinę do lodówki.

Przygotowujemy drewniane tace, przykrywamy je ręcznikiem papierowym. Cukry mieszamy ze sobą.


nie wszyscy lubią wałkować ciasto

Ciasto leciutko podsypując mąką wałkujemy na cienkie placki, kroimy je w paski i robimy kokarki, lub wycinamy kółka i tworzymy róże.

   faworki mogą być różne, kwadratowe i podłużne ;-)

Przykrywamy ściereczkami surowe faworki. Ciato nie może wyschnąć. W wysokiej patelni, woku lub kwadratowym garnku rozpuszczamy 3 kostki smalcu. Podgrzewamy go do 190 stopni. I smażymy faworki obracając je przy pomocy patyczków do szaszłyków.

   po usmażeniu pewnej ilości faworków tłuszcz staje się ciemny, trzeba go wtedy wymienić i rozpuścić pozostałe kostki smalcu

Usmażone, niekoniecznie na rumiano, układamy na tacach warstwami. Każdą warstwę przekładamy papierowym ręcznikiem.

   surowa róża

Róże smażymy wkładając je na rozgrzany tłuszcz najmniejszym krążkiem do spodu, obracamy jak faworki. I gotowe. Usmażony chrust, róże pospujemy pudrem z obu stron.

   posypywaniem cukrem pudrem zajęła się mała dziewczynka

Do środeczka wystudzonych róż nakładamy czy to wiśnie z konfitur, czy łyżeczkę np. różanej konfitury.

   pyszne karnawałowe kwiatki

Faworki mogą stać w przewiewnym miejscu lub niezbyt szczelnym papierowym pudełku przez kilka tygodni.

16:17, krokodyll8 , Ciastka
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 07 listopada 2011

Z córeczką upiekłyśmy  ciasteczka z czekoladą i marchewką. Najpyszniejsze, jak są ciepłe, chrupiące, gdy czekolada rozpływa się w ustach, a cały dom pachnie ciastem.

Ciasteczka z marchewką i czekoladą

200 ml masła

200 ml cukru

2 jaja

skórka otarta z 2 cytryn

700-740 ml mąki

sól

łyżeczka proszku do pieczenia

150 g mlecznej czekolady

400 ml marchewki

gałka muszkatołowa

Miękkie masło miksuję z cukrem na gładką masę. Następnie dodaję jajka oraz cytrynowe skórki i znów miksuję.

W osobnej misie mieszam mąkę (700 ml, więcej wsypuję, gdy stwierdzę, że jest zła konsystencja ciasta, już po wymieszaniu całości)  z proszkiem, odrobiną soli, z czekoladą rozdrobnioną na kawałki i z dodatkiem kawałeczka startej gałki muszkatołowej. Nastęnie mieszankę mąki oraz startą na średnich oczkach marchewkę (bez soku) dodaję do masy jajecznej. Dokładnie mieszam. Z ciasta robię kulki i rozpłaszczam je na pergaminie ułożonym na blasze. Ciasteczka piekę przez ok. 12 minut w 190 stopniach.

W przybliżeniu uzyskałam ok. 30 ciasteczek, tak naprawdę nie zdążyłam ich policzyć, bo od razu znikały.

środa, 16 marca 2011

W sobotę Tili zorganizowała Lożę Szyderców*, a nie, Lożę Makoroniarek. :-) Zebrało się nas sztuk szesnaście + mąż Tili i synek jednej z nas. I sprawdziło się TROCHĘ przysłowie, że gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Było nas znacznie więcej i choć udało się nam upiec makaroniki czekoladowe, kawowo-karmelowe i różane, to problem był z degustacją. Za dużo gąb i za każdym razem, gdy gotowa była  kolejna porcja makaroników, to trzeba było gasić światło. :-)) Załapałam się tylko na czekoladowe. ;-)) To zaostrzyło mój apetyt na te okrągłe, chrupiące, barwne ciasteczka. W niedzielę jest Dzień Makaronika, to można się odważyć, by upiec je w domu.

Atmosfera była bardzo miła. :-) Czas minął szybko na rozmowach o trójfazowej fermentacji, o przygotowywaniu kremu karmelowego, o nalewkach, waleniu pięścią w ciasto na chleb, o tym gdzie kupić sól w płatkach itd. ;-)) Rozmowy te były smaczne, czego można się było przecież po nas spodziewać. :-))

* żaaart (jestem z pokolenia, które uwielbiało oglądać Muppet Schow i loża zawsze będzie mi się po pierwsze kojarzyła z przezabawną Lożą Szyderców).

start

krem karmelowy Lo, podobno świetny :-)

Proporcje, cytuję Tili: 70 g białek ubite z 35 g cukru pudru, a potem wymieszane z drobno zmieloną mieszanką 100 g migdałów i 135 g cukru pudru. Do tego dodajemy barwniki, dodatki smakowe, ale wszystko w proszku, bo makaroniki nie lubią płynów.

My użyłyśmy trzy razy podwójnej porcji czyli: po 140 g białek + 70 g cukru pudru + 200 g migdałów + 270 g cukru pudru i tak powstały:

- czekoladowe z dużym dodatkiem kakao (dałyśmy 4 czubate łyżeczki, ale to chyba było trochę za dużo, bo mogło to wpłynąć na rozlewanie się masy) - przekładane kremem czekoladowym z dodatkiem wiśni i nalewki wiśniowej oraz znaczną ilością ostrej papryczki.

- kawowe z 2 łyżkami kawy instant, zmielonej wraz z migdałami i cukrem pudrem - przekładane obłędnym kremem karmelowym z solą Lo

te piekły się, jak już musiałam zmykać ;-)

- różowe - z dodatkiem barwnika różowego (tak ok. 1 łyżeczki, ale dobrze jest dosypywać stopniowo, pamiętając, że makaroniki zjaśnieją w czasie pieczenia) - miały być przełożone masą różaną wymieszaną z kremem cukierniczym, ale niestety krem zrobił się za rzadki i przekładałyśmy je kremem maślanym na syropie klonowym (który oryginalnie miał pójść do makaroników cytrusowych).

makaroniki czekoladowe, pycha :-)

Dodam od siebie, że krem czekoladowy, który przyniosłam, zrobiłam wg przepisu Bei:

300g miękkiego masła
320g gorzkiej czekolady (u mnie 75% czekolada Naturata z cukrem trzcinowym)
220 ml mleka

Utarłam masło na kremową masę. Połamałam czekoladę na drobne kawałki i wlewałam do niej, partiami, zagotowane mleko. Cały czas mieszałam, by rozpuścić czekoladę. Odstawiłam ją w chłodne miejsce, by przestygła. Do przestudzonej czekolady dodałam masło i delikatnie wymieszałam. Chodzi tu o efekt kremu, którego nie otrzyma się gdybym po prostu rozpuściła czekoladę z mlekiem na parze i wymieszała z miękkim masłem. Blogerki do tej masy dosypały chilli i dodały wiśniową nalewkę. I w tym już stanie pikantnym i zalanym trafiła do makaroników. :-))

* zdjęcia, poza ostatnim - Sebastian

piątek, 25 lutego 2011

Dziś dzieciaki przygotowały pękające ciasteczka. Łakocie te są bardzo łatwe do wykonania. W niczym nie musiałam pomagać. Właściwie to Róża samodzielnie przygotowała ciasto, a potem, jak już ochłodziło się ono w lodówce, to razem z bratem uformowali kuleczki, powciskali w nie żurawiny, obtoczyli w cukrze pudrze i z uciechą patrzyli, jak ciastka podczas pieczenia pięknie pękają. :-) Zabawa. Straty: ślady po kakao na ścianie pod kontaktem i ściereczka do naczyń w czekoladzie. Zyski: wspólny, miły czas, radość z efektu własnej pracy i wypite dodatkowo, bo do ciasteczek, dwa kubki mleka. "Mamo, nawet nie wiesz, jakie one są pyszne. Ciepłe ciastka i zimne mleko!" To fakt, nie lubię mleka, ale do tych wypieków zimne mleko, to dobry dodatek. Musiałam spróbować. ;-)) Ciastka: miękkie, murzynkowe, gorzkawe, bardzo mało słodkie, urodziwe.

Róża miesza,...sypie...

Popękane czekoladowe ciasteczka

60 g masła

100 g gorzkiej czekolady np. Lindta (70% minimum)

100 ml kakao

100 ml muscovado

4 jaja

400 ml mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

suszone żurawiny

cukier puder

Wpierw należy rozpuścić masło i czekoladę, przestudzić. W misce wymieszać kakao z cukrem muscovado. Wbijać po jednym jajku i miksować. Wlać stopione masło z czekoladą. Razem zmiksować.

Do drugiej miski wsypać mąkę, proszek i sól. Wymieszać i dodać do czekoladowej masy. Dokładnie ze sobą połączyć. Kulę gotowego ciasta włożyć do folii i schować na minimum 4 godziny do lodówki.

Po tym czasie z ciasta formować małe kulki. Do każdej włożyć po 3-5 żurawin. Gotowe kulki obtoczyć w cukrze pudrze. Ułożyć na pergaminie. Piec w 180 stopniach przez 10 minut.

Nam z tych proporcji wyszło 35 ciasteczek. z bratem formuje ciastkapopija je zimnym mlekiem

*źródło - lutowa "Kuchnia", Little Chef

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
TĘCZA SMAKÓW 2 Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery przepisy kulinarne
© Wszystkie zamieszczone materiały na tej stronie są moją własnością. Kopiowanie, powielanie bez mojej zgody jest zabronione.